środa, 25 kwietnia 2012

Tylko spokój może nas uratować...

A często, jak już stoję pod tą tarczą, jak nie idzie/idzie, jak już staram się skupić/jestem skupiony i, jak już nawet przypomniałem sobie sekwencję końcówki to.... "SSSSPOKÓJ!!!"
No, FakTycznie - przypominam sobie - tylko jego potrzebuję - wujka/cioci Dobra Rada za plecami... No i dostaję ten "SSSPOKÓJ"  w różnych tonacjach i odcieniach: 'sssspokój' tajemniczy, 'sssspokój' otwarcie, 'ssspokój' konspiracyjnie i sssssłodki 'sssspokój', 'ssspokój' flauty i piorunowy, a także (najgorszy) "ssspokój" olewczy, 'ssspokój' przysłówkowo i orzeczeniowo, dowolne kombinacje ssssyczące....
Ale, moment, ja przecież wujka/cioci nie zapraszałem na turniej! Skąd się tu wzięliście?? No dobra, niech będzie, że wpadliście na kieliszeczek i w dobrej wierze kibicowania podeszliście pod tarczę... Jak tak - to buziaki i flakon będą później, a teraz proszę o ciszę!
OK, gramy zazwyczaj w hałasie (do finału bezszmerowego jeszcze nie doszedłem), więc niby on sam rozprasza. Ale rozprasza stale i bezkierunkowo, przyzwyczajam się do niego i tyle. OK 2: nie każdy mecz jest grą "o wszystko", poziomy napięcia są różne - nie zawsze skupiam się na maksa i nie zawsze to sssyczenie mi przeszkadza. Ale jasny szlag mnie trafia, gdy nabuzowany i wkur...ony walczę o wyjście z grupy, ostatni leg, końcówka na liczniku i się zaczyna ussspokajanie. To nie działa... Zresztą - o jakim spokoju może być tu mowa? Chyba nie wierzymy w to, co mówimy...? Proszę: jeżeli chodzi o doping werbalny, to wolę "kaman!-owanie" czy "dawaj!-owanie", ale nie 'sssss......'
A teraz już spokój...:)
Albo inna beczka: przyruchy i nieproszone gadanie markerów... Może z czasem mi się zmieni, ale wydaje mi się, że teraz dość dobrze widzę, gdzie wbiła się moja lotka. Ale czasami proszę markera o potwierdzenie. I chciałbym, żeby takie "potwierdzanie na pytanie" było jedynym, co słyszę z jego ust. ...oprócz "game shot!" gdy pierwszy kończę, oczywiście :) Do końca 78, dzida w T18 (widzę, że zasiadła) i przy automatycznym ruchu i celowaniu w D12 odzywa się głośno ten czy ów: "24 do końca", czym mnie delikatnie wnerwia i rozprasza. I już nieważne, czy skończę, czy nie, ale nie mam ochoty na potwierdzanie mojego oka rozpraszaniem. Gdy nie wiem - pytam. Gdy wiem - nie pytam i tyle (często zwracam uwagę na to w trakcie meczu markerowi i obserwuję poprawę) A gdy nie zapytam i źle zinterpretuję lotkę i się zamotam/przerżnę lega - to już gapa i mój problem. A jak już taki jestem nadwrażliwy, że przeszkadza mi (nie)wiele, to w zbiorze tym znajduje się również bujanie i wychylanie się markera w trakcie rundy, by obczaić, gdzie to ta pierwsza czy druga lotka poleciały... Punkt widzenia zależy od miejsca stania i często - mimo, że ma bliżej - marker nie widzi tak dobrze miejsca wbicia lotki, jak darter (kąt, zasłanianie lotki przez lotkę, itp.). No i się zaczyna bujać, wypatrując czy jest T5 czy T20 i, licząc chyba na lotkę w skroń, wychyla się i skutecznie wybija mnie z rytmu rundy. Poczekaj, markerze albo na trzecią lotkę (i wtedy się gibnij i policz), albo na pytanie dartera; nie jest ważny - dla Ciebie - wynik częściowy rundy po 1. albo 2. lotce, gdy nie jesteś pytany:) No pewnie, często takie rzeczy robi się odruchowo, ale od czego jest praca nad samym sobą?:)
Dobra, koniec marudzenia, trzeba nieco pokłuć z rana...
Przylecieli do mnie Newtony 22g, ale to, jak dla mnie, nieloty - jednak za lekkie, choć bardzo ładne:) Zatem dzisiaj znowu Peckery uzbrojone w nieco cięższe sliksticki Unicorna, aluminiowo-plastikowe, albo Nandor Bezzeg 23g - coś w nich jest. I tym sposobem znowu się rozsypię treningowo przed Krakowem, ale nic to, przecie nie jadę tam (wy)grać...:)
kłuj duch!

Aha, nowe szafty Cosmo Fit Shaft GEAR weszły na rynek 21.04. Te to są, dopiero, niezniszczalne madafaki...




środa, 4 kwietnia 2012

Cracki i Huzary (czyli znowu co nieco o Cosmo)

Znowu o Cosmo....:)
Poopowiadałem już, że dostałem od Cosmo Darts nieco sprzętu do sprawdzenia i podzielenia się wrażeniami (z nimi i z naszymi kujakami), toteż od czasu do czasu - w miarę postępowania uszkodzeń i sprawdzania nowych pozycji - coś tam, będę skrobał. I nie będą to tylko moje obserwacje, ponieważ komplecik Delt i szaftów inb. L dostał też Tiger na próbę i poprosiłem go o wrażenia.
Tak się składa, że od jakiegoś czasu używam szaftów inbetween. W Cosmo oznaczane są symbolem L (28mm). Sprawdziłem dwa typy: Fit Locked type oraz Fit Spinning type. O tych pierwszych już pisałem, ale dodam, że od czasu mojego pierwszego wpisu na forum i przy ciągłym katowaniu, dalej zachowują się jak nowe a wyglądają jak prawie nowe. Niezniszczalne madafaki...A do tego nie zmieniło się nic w trzymaniu pióra. Z pewną rezerwą podszedłem do sprawdzenia spinningów (w sumie, to dostałem je pomimo wykazanej niechęci ludziom z Cosmo do tego typu szaftów; ale testy to testy:) ). No i super wrażenia... Dość dawno temu kilka razy ukłułem spinningami innego typu i zniechęciłem się tym, bardzo wyraźnym, drżeniem na końcu lotki (przenoszonym na barel i palce) w momencie celowania, zamachu i wyrzutu. I uznałem je za "nie dla mnie", nawet gdy w grę wchodziła "oszczędność" piórek. A przy szafcie spinning od Cosmo czegoś takiego nie odczuwam - pióro nie drga przy zamachu i wyrzucie. Przyczyną tego jest sposób zaprojektowania tego typu układu: nie ma obracającej się bardzo luźno końcówki szafta, w którą wetknięte jest pióro (którego płetwy przydają momentu obrotowego tej końcówce przy najmniejszym ruchu), a samo pióro (sprawdzałem i Air'y i normalne) jest bardzo lekkie i nie obraca się tak swobodnie i szybko i nie wytwarza takich drgań. To też ma wytłumaczenie, wg mnie: obracająca końcówka z wetkniętym na sztywno piórem jest o wiele cięższa niż samo, obracające się na trzpieniu, lekkie jak piórko - pióro:) Mniejsza, obracająca się, masa wytworzy mniej drgań i tyle:) Zatem - przy celowaniu i wyrzucie takie same wrażenia jak przy szafcie Locked type. Ale już w locie... normalnie - husaria!!:) Bardzo sympatyczny dla ucha dźwięk obracającego się i terkoczącego o trzpień szafta, pióra. Jakoś tak skojarzyło mi się z szarżą pod Wiedniem (choć nie widziałem jej na własne oczy i nie słyszałem na własne uszy) A jak mi lata loteczka ze spinningiem? - bardzo zacnie. Wydaje mi się, że ma większy speed niż przy Locked type, leci niższą parabolą i lotka mocniej się wbija (nie wiem, na czym to polega). Kurde, przy ostatnim treningu (tak, tak - tym notowanym) zrobiłem życiówkę w średnich, tonach i kończących... A może to tylko taki dzień był dobry?... No, ale uwaga, straszna rzecz: w ciągu kilku dni grania spinningami wypadło mi piórko aż 3 razy!!! No, ale jakoś to przełknąłem (te 3 razy nie spowodują wszak znacznego spadku obwodu mego brzucha) i wytłumaczyłem tym, że jednak trzymanie pióra jest nieco słabsze niż przy Lockach - bo tylko na odcinku (krótkim) zgrubienia wewnątrz pióra, a nie - tak jak w Lockach - również poprzez tarcie na pobocznicy trzpienia (w Lockach ta  końcówka trzpienia jest nieco grubsza). Przez cały czas kłułem treningowo piórami typu standard. No i zanosi się na to, że troszkę dłużej nimi pogram, tymi spinningami. No i tyle o huzarach. 
A co o crackach? Tutaj mam na myśli pęknięcia piór, które zaobserwowałem. I dodam, że tylko przy używaniu szaftów Locked type. Na fotce widać (nie)dokładnie, że występują tylko na dolnej krawędzi płetw, praktycznie w identycznym miejscu i mają podobny przebieg.
Mam swoją teorię, ale na razie nie zaprezentuję...:) W każdym razie takie same zniszczenia są dla mnie interesujące:) Pozostałe krawędzie piór wykazują mniejsze - niż przy piórach, które do czasu nadejścia Cosmo stosowałem - zużycie i ubytki. Nie spodziewałem się tego, szczególnie, po cieniutkich Air'ach. Tak wyglądają moje Air'y (na spinningach), którymi trenuję od czasu (włącznie z turniejem) PO 2012:

W międzyczasie sprawdziłem jeszce szafty Locked i Spinning type w wersji normal. Pomijając image wolę slimy. Normal'e są nieco cięższe, sztywne i jakoś tak, nie za bardzo mi loteczka lata:) Pewnie to tylko "psychologia" ?:):) No i, oczywiście, sprawdziłem tez pióra standard, te grubsze. Sztywne mocno (tak jak w opisywanych wcześniej, Deltach), ale nie podeszły mi chyba zbytnio, bo lotka płycej się wbija i leci większym lobem (jest wolniejsza - jak dla mnie). Mam jeszcze pióra typu Rocket Inside (trzeba przewinąć w dół strony). Chyba też mnie nie przekonają, bo podobnie: słabo się lotka wbija i lot jakiś taki "niepewny".
Nie testuję opisywanych typów po wiele godzin - po prostu, po normalnym rzucaniu moim ulubionym zestawem, zmieniam a to szaft, a to pióro i i macham kilkanaście razy. Stąd, mogę zaobserwować szybko zmiany w locie, wbiciu i wypadaniu lotek:). Na razie nie pograłem jeszcze tylko szaftami długości medium.

A teraz kilka słów od innego testera - Tigera, który kłuje zestawem z szaftami Inbetween L Locked Type Normal i piórami Delta (cytowane dosłownie za zgodą testera Tigera):
"·         inna trajektoria lotu. Lotka leci bardziej płasko niż przy zastosowaniu piór standardowych,
·         szafty bardzo dobrze trzymają pióro, ani razu pióro nie spadło z szafta,
·         szafty są bardzo dobrze wkręcone w lotki (Target Perfect Storm), we wcześniej używanych  szaftach zdarzało mi się dość często, że szafty się rozkręcały, w Cosmo takie zjawisko nie występuje,
·         wydaje się, że lotka leci szybciej,
·         lotki płycej wchodzą w sizal,
·         wg mojej opinii lotki lecę precyzyjniej,
·         bo dłuższym (kilkugodzinnym rzucaniu) zauważyłem większe skupienie wyrzucanych lotek. Zestaw testowany był podczas Polish Open i Police Masters 2012, i to właśnie 2 dnia turnieju osiągane były najlepsze rezultaty i czułem lepszą kontrolę nad lotkami,
·         pióra są odporne na zniszczenia, małe ślady zużycia jak na 3 dni intensywnego grania (przyp. Bronka: niestety - dla polskiego darta, Tiger nie trenuje zbytnio w domu, stąd tak mała ilość dni gry)
·         wbudowane protektory na piórach dobrze się spisują bardzo mało jest odbitych lotek od piór,
·         można zaobserwować zjawisko wciągania lotek, mam na myśli takie zdarzenie, że gdy 1 lotka jest wbita w tarczy to rzucenie kolejnej w ten sam rejon powoduje wbicie grota w bardzo bliskiej odległości od lotki tkwiącej już w sizalu" (przyp. Bronka: "wciąganie" - Tiger jest lepszy ode mnie!!!:) ).

Szkoda wielka, że sprzęt ten jest taki drogi...Choć, jakby popatrzyć na szafty, to tylko wymiana piór (i to też niezbyt częsta) wchodzi raczej w grę...

Dobra, ja tu gadu gadu, a potrenować nieco z rana też trza:)
Kłuj duch!




czwartek, 22 marca 2012

Wygodne buciki na PO

Króciutko i lecę do Polic.
Przedwczoraj nabyłem takie buciki z osobistym przeznaczeniem do darta. Zakup baaaardzo udany: bardzo elastyczne, lekkie, wygodne, fajna podeszwa i wyściółka. Przełaziłem w nich w sumie około 12 godzin po chacie, rzucając i nie tyko - celem testu - i jest lux. Jeżeli ktoś jeszcze szuka nowych kapci przed PO i pod ręką ma odpowiedni sklep, to szczerze polecam:).
Temczasem

środa, 21 marca 2012

Matko bosko dartersko...(czyli emocje i Chizzy's)

...za dwa dni turniej...!!!
I co? i d... blada...
Pominę to, że mało wchodzi tonów, ale masakra ze skupieniem, z grupowaniem... Wydaje się człowiekowi, że rzuca każdą lotkę w T20 tak samo, ale lotkom wydaje się inaczej... I kombinuję, i zmieniam barel co 50 rund, i zmieniam lekko uchwyt i lipa... Koniec końców, zostaję przy Peckerach, ale blado widzę siebie w grupie; nic nowego... Potem jeszcze tylko złe emocje przy tarczy i 70pkt. (czy ileś tam) do rankingu - bez walki. Najbardziej wkurzy mnie, gdy odpadnę po zajeniefajnej, słabej grze...

Wielkie emocje (i adrenalina) przy tarczy, ostatnio, niestety nie dotyczą mnie za bardzo (tzn. dotyczą, ale tylko gdy kłuję bardzo słabo - w takich sytuacjach to tylko takie tępe wkurzenie i beton i dramat...). Samo podejście do meczu na fajnym turnieju nie robi już na mnie takiego wrażenia jak kiedyś (kiedyś = ok. 2 lata nazad). No, bo koniec końców, gram z tarczą - tutaj nie muszę być silniejszy fizycznie od gościa z obwodem bicka 2xwiększym niż mój... Podchodzę zatem do spotkania spokojnie, nieważne z kim mam grać. I to nie tak, że jakoś olewczo nastawiam się do gry, tylko staram się myśleć, że to tylko kolejny mecz, kolejny leg, kolejna runda, których w ub. tygodniu walnąłem grube dziesiątki (oczywiście, gdy gram w turnieju lokalnym, czy sparuję, to mam odczucia nieco inne, może nawet zbyt luźne...). Staram się skupić tylko na lotce i ramieniu i, jak tylko się da, wyłączyć z odbioru sygnałów płynących z otoczenia (muza, hałas, okrzyki przy tarczy obok, itp.). Jeżeli dzidy latają fajnie, to OK (nawet, gdy rywal jest dużo lepszy i gładko wygrywa - są poziomy i POZIOMY). Już się trochę postarałem, by nie za bardzo werbalnie dawać upust nerwom po spieprzonej rundzie, zatem duszę złe emocje w sobie - co, przynajmniej, nie za bardzo psuje atmosferę przy tarczy:) Nietrafiane dable, czy wystawki, powodują dużo złych emocji, z którymi nie za bardzo daję sobie radę. Zazwyczaj skupienie 'wzmacniam' gapieniem się na pióra i układaniem ich w palcach w określony sposób, nie patrząc nawet na to, co rzuca przeciwnik. A zresztą, nie za bardzo patrzę na to, co rzuca, nawet gdy idzie mi dobrze. Każdy ma jakiś sposób koncentracji, a mój jest właśnie taki. Ale, gdy idzie naprawdę źle, to już niewiele pomaga i zła energia wzrasta o jakieś 2MJ a koncentracja pryska... W takich sytuacjach, do ognia mojego wkur...nia dolewają oliwy znajomi, którzy myślą, że pomogą w czymkolwiek pokrzykując: "spokój-spokojnie" albo: "teraz!!!"... To w niczym mi nie pomaga (i o jakim tu spokoju można mówić, gdy we mnie buzuje na maksa!!!?), a wręcz - przeszkadza...I już jestem ugotowany. A najgorzej jest, gdy tracę wiarę w zwycięstwo w legu (przy mojej obiektywnie beznadziejnej grze) - tu już nie ma szans...

No dobra, pomarudziłem co moje, więc kilka słów o Chisnall'ach, które zawitały do mnie jakiś tydzień temu:). Na fotce z A180Darts wyglądają na nieco jaśniejsze i bardziej błyszczące (chodzi o "złotą" część barela; w rzeczywistości jest ciemniejsza i bardziej  matowa). Ale są naprawdę śliczne, a samo wykonanie bardzo dokładne. Grip może się wydawać na niezbyt mocny (i taki mi się wydawał), ale to złudzenie. Krawędzie nacięć nie są w najmniejszym stopniu łagodne - są bardzo wyraźnie zaznaczone, powiedziałbym, "na ostro" gdyby nie to, że są frezowane pod kątem prostym:) Przypomina mi to nieco frezowanie w Unicornach (które jest dla mnie po prostu ideałem; nie mam na myśli żadnego micro gripa czy purista - po prostu proste frezy), albo w Lloydach (Pure darts) Targeta. Czyli tak, że widzę na fotce niby nieznaczący frez i wyobrażam sobie słabe trzymanie na nim, ale w ręce okazuje się to prawie żyletą. Do tego dodam, że i tungsten srebrny i złoty tytan dają (w gładkich fragmentach) bardzo fajną przyczepność paluszkom, co spotkałem tylko w Sigmie Unicorna. Środek ciężkości położony w środku barela (bez szafta). Grot długości 28mm. Mimo tego, że nie trzymam palców na grocie, to faktycznie prawdą jest to, co piszą na stronie: jest niezła przyczepność palca do grota. Nie rzucałem nimi długo, bo przed PO nie za bardzo chciałem (jeszcze bardziej) kombinować, ale przed Krakowem na pewno poświęcę im cały dzień albo dwa.

To tyle pisaniny; walnę jeszcze kilka setów z kompem, a jutro rano do Polic - na ciężkie prace fizyczne:) ...byle tylko nie uszkodzić prawej dłoni...:) - Chociaż, w moim przypadku, niewiele by to, pewnie, zmieniło:)

czwartek, 15 marca 2012

Mój trening...

Kiedyś miałem plan treningowy...



No, i w sumie, to można by na tym poprzestać, bo za cholerę się tego nie trzymam:)...

Po paru miesiącach kłucia "na ostro" poczytałem sobie o treningu J. Parta i postanowiłem, by moje granie poparte było również solidnym i przemyślanym treningiem. Zajefajnie się czułem z tą myślą i już widziałem systematyczną poprawę wyników i krótką drogę na szczyt (przynajmniej szczecińskiego) darterskiego Olimpu:):). Czerpiąc z pomysłu na trening Johna P. wymyśliłem sobie taki oto, naiwny w swej doskonałości (albo raczej na odwrót), plan:
- Trenować trzeba, a jakże, codziennie po kilka godzin (mam sporo wolnego czasu, żona i dzieciaki nie krzywią się, nie istnieją i nie wzywają do brania udziału w innych, domowych, a bezsensownych, czynnościach, więc luzik:) ),
- a jeżeli nie codziennie, to przynajmniej 4x tydz., by mieć w miarę prawdziwy obraz (tylko i wyłącznie) postępów!!:),
- żeby taki obraz powstał, należy treningi notować w sposób miarę przejrzysty, by móc określić, co bardziej "halo" a co jeszcze nie,
- zadziwiać co tydzień lokalnych kolegów-kujaków postępami i samemu się podbudowywać,
- po zadziwieniu kolegów zadziwić, na którymś tam, z kolei, okręgowym specjalnym, krajową elitę:),
- zaszaleć na PO i zadziwić pół Europy:)
Początek planu chyba dobry, bo przecie, jak też mawiał Andreas Brehme: "5% sukcesu w sporcie to talent, a reszta - ciężka praca". A ja się takiej pracy nie bałem, a co z tego wyjszło...to widać po fazie grupowej większości turniejów, w których brałem udział...:)

Posiedziałem jakieś 15 minut i już techniczny plan treningu dziennego był ustalony. A wyglądało to tak. Na rozgrzewkę kłułem wszystkie duże pojedyncze sektory a potem małe pojedyncze sektory 1-20+B, a potem zegar na dablach, po czym przechodziłem do części zapisywanej:
- 10 minut w T20 - zapisywana ilość trafionych T20
- 10 min. w T19; podobnie,
- 10 min. D20,
- 10 min. D16,
- 10 min. B/DB (jak wpadł zielony to liczyłem 1, a jak bull's eye, to 2B/1DB),
- 10 min. końcówka 40,
- 10 min. końcówka 32 (za wyższe kończące się nie zabierałem, bo nie),
- zegar dabli na czas.
  potem 2 sety BO5 z lev. 5. N01, z czego zapisywane:
- średnia/lotkę z lega
- średnia/lotkę z pierwszych 3 rund,
- HF,
- LT, HT, Max,
- średnia lotka kończąca
- najszybsza lotka.
- chyba wszystko...
Po "oficjalnym" treningu, który trwał, jak widać, około 2 godzin, wprowadzałem uzyskane dane do tabeli, która generowała dane do wykresu:


Po zakończeniu treningu oczywiście było granie "luźne", czyli łupanka do T20 ewentualnie jeszcze dable i kilka legów z kompem.
No, oczywiście tabela została uzupełniona na potrzeby tego posta, bo sam przeprowadziłem aż... 3 treningi notowane ostatnimi czasy (łupiąc na Trainerze Bulls'a, co wyraźnie odbija się na wartościach....:)
Rację wielka ma Bober, pisząc na naszym Forum, że trening jest piekielnie nudny... Poddałem się temu stwierdzeniu i półtora roku temu i dwa miesiące temu... Dodatkowy brak mobilizacji pewnie spowodowany jest moją manią kupowania i testowania lotek, więc o jakiej systematyczności i stałości treningu mógłbym mówić?:) Ale spoko, już (prawie) wszystko co chciałem mieć, to sprawdziłem, więc może dam szansę Peckerom na pomoc w treningu i poprawienie statystyk?...:). Obecnie, mój samodzielny "trening" wygląda tak, że łupię sobie bezsensownie i beznamiętnie, po 1-2 godz. dziennie (w kilku podejściach) w T20 i jakieś dable, próbuję jakichś końcówek wyższych niż 60, czasem włączę N01 i zagram kilka setów. O wiele ciekawsze są moje sparringi z Tigerem, z którym łupiemy regularnie co środę po kilka setów BO5. Leje mnie niemiłosiernie i to w bardzo dobrym stylu, a mówi, że nie chce mu się grać w lotki... Dodatkowo, zdarzają się jeszcze sparringi z innymi kolegami oraz, ostatnimi czasy, regularne klubówki w Sz-nie, które też traktować należy jako trening, a także super liga. Można zatem nieco pograć z innymi, ale uważam, że jednak ten nudny, ustalony, systematyczny i częsty trening samemu, powinien mieć, przynajmniej w moim przypadku, miejsce. Oprócz ćwiczenia ręki i wprowadzania do niej nawyków (oby tylko tych właściwych), pomaga w liczeniu końcówek, co przydaje się na turniejach. Nie wiem, jak to będzie z moją mobilizacją, ale teraz właśnie pan kurier przyniósł mi paczuszkę z zapasowymi Peckerami i nowiuśkimi Chisnall'ami, więc kończę tego posta, bo co miałem do napisania to napisałem i troszeczkę przetestuję te nowe srebrno-złote ślicznotki Dave'a, hehehe.....:)







Ranking do piwka polickiego

Jeżeli chodzi o nazwy modeli lotek z mojej półeczki, to prowadzi pik48, który jest, zresztą, jedynym uczestnikiem, ze zdobyczą 10,8pkt.. 
Jeżeli chodzi o nazwy win, to bezkonkurencyjny jest na razie Brzęczu, a zdobył on 1.235.345,23 pkt.

Brak weny do porannego rzucania (ech, ten niekorzystny biomet) nie jest żadnym wytłumaczeniem, toteż kilka legów, a może nawet zegar na dablach, trzeba zaraz ukłuć...

niedziela, 11 marca 2012

Pozycja przy rzucie

No, no... Widzę, że wchodzicie (i może nawet czytacie). Sukces...:)

Pozycja przy rzucie
Zaczynałem (a było to około 13 lat temu) stając przodem do tarczy, z prawą stopą do przodu, lewą z tyłu, ok. 40cm za prawą (lewa stopa opierała się na podłodze tylko na palcach), z pochylonym do przodu tułowiem, przy czym starałem się ustawiać jak najbardziej na wprost tarczy (biorąc pod uwagę linię głowa-bull).  Widziałem, że tak robi większość lotkarzy (wtedy jeszcze funkcjonowało - przynajmniej w Szczecinie - pojęcie "rzutek", a zatem i "rzutkarzy''), a ponadto uznałem taką pozycje za, po prostu, naturalną. No i rzucałem sobie tak przez 3 lata (bez większych sukcesów), a potem zrobiłem krótką, 8-letnią przerwę. Jak wróciłem do grania, to naturalnie, że rzucałem tak samo i nie zastanawiałem się nad pozycją w kontekście celności, bo uznawałem, że to w sumie tylko ręka za tę celność odpowiada. Potem zacząłem sobie czytać to i owo i wyczytałem, że podstawą dobrej celności jest odpowiednia pozycja na oche (rzecz bardzo indywidualna dla każdego gracza), jej zaś podstawą powinna być wygoda przy rzucie i stabilność gracza (widziałem, oczywiście, jak i każdy grający, tyle różnych nie-stabilności, które jednak nie przeszkadzały w uzyskiwaniu dobrych wyników; ale ja się tego będę na razie trzymał). No i jak tak sobie pomyślałem, przyjąłem do wiadomości i uznałem, że trzeba sprawdzić (dotychczasowa pozycja, przy rozłożeniu na czynniki pierwsze, pokazała niestabilność: w momencie wyrzutu lewa stopa często odrywała się od podłogi a tułów tak jakby, drżał/podskakiwał w górę i do przodu i na boki - nawet bez wspomagaczy:)...). Próbowałem na oche w sumie bardzo krótko, bo od razu uznałem, że pozycja, którą mam teraz, daje mi i wygodę i stabilność i nie męczy. A jest to pozycja, jaką pokazuje Bob Anderson w tym filmiku.
Prawa stopa równolegle do oche, lewa nieco z tyłu, pod kątem i odległości takiej, która pozwala na poczucie stabilności przy stałym wychyleniu (ja akurat nie wychylam się zbyt mocno do przodu). Czyli linia barków i bioder jest prawie idealnie prostopadła do oche. Mimo, że trzeba skręcić głowę w prawo, nie przeszkadza mi to i nie męczy nawet przy kilkugodzinnym kłuciu. Do tego staram się tak ustawić, by mieć w jednej linii oko, wyprostowane ramię  i sektory T20/Bull na tarczy. Wtedy, prostując ramię (tylko z tego biorę siłę do rzutu, bez dodatkowych ruchów tułowia) niejako mam naturalny, prosty kierunek dla lotki w T20. Taka pozycja powoduje, że naprawdę mała ilość "elementów ciała" jest zaangażowana w rzut i mała ilość się porusza (wstrząsy ciała są znacznie mniejsze). A im mniej się części porusza, tym, wg mnie, mniej niekontrolowanych ruchów/przyruchów i mniejsze prawdopodobieństwo pomyłek (to teoria:) ). Zostaje jeszcze oczywiście nadgarstek i palce, ale to już jest kwestia długotrwałych treningów (PPP - wg J. Parta).
Co z dablami na bokach czy innymi sektorami? Jeżeli mam do ukłucia np. D16 czy D10 to nie przesuwam się wzdłuż oche, tylko skręcam tułów względem mojej osi pionowej, tak jak wieżyczka czołgu, co powoduje, że linia oka, ramienia i sektora pozostaje (ma pozostać) prostą (staram się utrzymać takie same wychylenie i ułożenie tułowia i ramion względem siebie). Oczywiście, rozproszenie przy tarczy, albo pośpiech powodują, że często jest to u mnie tylko teorią:) No, ale wiem, przynajmniej, na co ustawicznie trzeba zwracać uwagę:). Nie przesuwam się przy skrajnych dablach, bo dość szybko rzucam kolejne lotki i tak jakoś wydaje mi się, że będę zakłócał płynność i "spokój" swoich rzutów w rundzie:) Nawet nie przesuwam się, gdy sektor wygląda na zasłonięty - sprawdziłem wielokrotnie, że mimo tego, że wydaje się, iż lotka nie ma prawa znaleźć drogi do dabla, to jednak ją znajduje, a widzieć też nie muszę dokładnie całego tego sektora dablowego, bo wiem gdzie jest i widzę zawsze przynajmniej jego skrawek. Ponadto uważam, że np. dwie lotki niecelne, a wypuszczone z jednej pozycji mogą pomóc w lepszej, ale zawsze delikatnej korekcie na lotce trzeciej, rzucanej z tej samej pozycji (tzw. 'markery' to inna sytuacja). A teraz jeszcze jedna moja uwaga i oczywista niekonsekwencja: gdy stoi się w mojej pozycji podstawowej tak jak opisałem, to lotka ma najkrótszą drogę do T20/B/3, co chyba jest zaletą?:). Obracanie się moje, przy dablach, wydłuża (o całe kilka cm) drogę lotki niż gdybym się przesuwał. No, ale tak mam i tego się będę trzymał:). Jeszcze, byłoby dla mnie idealnie, gdybym potrafił odpowiednio pracować łokciem, tj. wysokością łokcia przy rzucaniu w sektory na różnej wysokości, przy zachowaniu podobnej siły wyrzutu i tak samo prostowanego ramienia. Kojarzy mi się to ze strzelaniem czołgu, który tylko odpowiednio porusza lufą góra-dół, obraca wieżyczką,  a siła wystrzału jest taka sama:) Albo coś w tym stylu...:) Popracuję nad tym.
Winmau wypuścił jakiś czas temu "Sight right", co ma pomóc darterom poszukującym pozycji teoretycznie najbardziej ergonomicznej, podobnej do mojej. Nie kupiłem, ale miałem plan, by samemu coś podobnego zrobić. Nie zrobiłem, bo uznałem, że i tak stoję w miarę "najbardziej ergonomicznie" :) To tyle o mojej pozycji; może nie jest taka fajna dla mnie, bo nie odnoszę sukcesów....?:) Ale nie zmieniam na razie, zaczynam pracę nad łokciem:)