wtorek, 21 sierpnia 2012

Alfa i Omega (...czyli Sigma)

                                                                                                       


Prawda, że po Lubniewicach testuję i nowego HD-ka i nowe Barneye… W skrócie: na razie niby w porządku (Barneveld) i częściowo OK (HD). O nich później pewnie coś skrobnę, ale dziś o temacie, który od jakiegoś czasu zajmuje mi (w przerwach między przegranymi legami i kolejnymi napojami) głowę. Loteczki SigmaXL PRO i Sigma Super XL Super PRO.
 
                                                   Sigma XL PRO            Sigma XL Super PRO (ze slikstikami z XL PRO)

Wiadomo, że kupowane w promocji… Zawsze były drogie (i są) i dumałem, z czego to wynika. I dumać sobie można i tak i siak, ale póki w łapie nie 'zasiądą', to dywagacji samego ze sobą można z 501 przeprowadzić, albo i więcej. No, to wziąłem, parę miesięcy temu, jeszcze przed rzucaniem Thornami. Najpierw 23g XL PRO. No i…  W mordeczkę…. Więcej wrażeń po pierwszych 9 lotkach niż z setek dywagacji… Oczywiście, w ręce wyglądają o wiele inaczej niż na fotce... Te fotki to stary i nieprzemyślany numer (czyt.: mankament; ale nie wiem, czy świadomy) sklepów internetowych, które lotki o wadze 21, 23, 25g  z tego samego rodzaju opatrują tylko jednym zdjęciem, np. dzid o wadze 21g. Gapię się na nie i widzę smukłość… A przylatuje… klucha. Pewnie, można popatrzyć na wymiary, ale nie każdy je pokazuje (A180Darts rzadko, a wziąłem od nich; nawet, jeżeli Darts Corner pokazuje je, to i tak najlepiej byłoby, gdyby pokazywać fotki dzid w każdej gramaturze). I miałem tak też ze starymi Controlami 25g czy świeżymi Hamiltonami 25g (które przyleciały w ub. tyg., ale faza testów trwa; chyba jednak nieporozumienie…). Stąd też mogę pokazać tylko jeden link do tych 'moich' Sigm, bo i dla Super PRO jest taka sama fotka... Nevermind. No dobra, biorę tę kluchę i masakra – leci to-to krzywo, nie wbija się i dramat. Oryginalne, malusieńkie pióra 'sigmowe' nie dają – przy moim słabym rzucie (tak, tak - w nieskończoność będę o tym powtarzał) – dobrej siły nośnej. Trzy lotki, kilka ku...w i zmiana piór – na moje standardowe krzyże św. Jerzego. I nie wierzę: toż to samo z ręki wylata i mknie ku tarczy jako ten Apollo do księżyca… W sizal włazi jak w masło (penetracja około 20mm), prawie prostopadle, i to od razu 2 razy w czerwone masełko triplowej 20-tki… Tym bardziej dziwne, że nie wiem, jak tę dzidę złapać!!! Buła (delikatna – co teraz, po paru miesiącach lubię, w sumie) na środku, ale grip - choć oszczędny to jednak mocny - za krótki jak na mojego ołówka, palce zatem mocno zbliżone muszą być do siebie by pozostały na gripie (coś nowego), ale dzidy lecą bajerancko… Nie miałem długo lotki o tak 'pewnym' locie i takim nie-bujaniu; jaka szkoda, że tak mi ewoluuje uchwyt, siła itp…;/  I dziwne – euforia człowieka zmieniającego dzidy na 'coś innego' nie zmienia się po 50-ciu rundach, choć dalej nie mogę znaleźć uchwytu i sporo pudeł i dumanie... Coś przyziemnego teraz: przyleciały w skórkowanym etui z zestawem zamiennych, wkręcanych grotów gripper'ów i z magnezowymi szaftami typu slikstik (długość a'la medium). Wszystkie 6 grotów zaopatrzone w oringi, szafty podobnie. Zapasowe pióra. Szafty lekkie jak piórko (nie mylić z piórkiem lotkowym, bo jest ono jakieś 100 razy cięższe :) ), wszystko idealnie pasuje. Grot o długości 28mm standardowo kocha sizal. Coś nie przyziemnego teraz  - czyli moje wrażenia: Sigma XL PRO to  bardzo wyrafinowany (by nie napisać: "dziwny") produkt, dla kujaków o wyrobionej niesamowicie ręce. Nie mam takiej, ale w lepsze dni, kłując na spokoju, w domu, miałem serie około 10 rund samych S20 i T20. Ale brak koncentracji i pewności uchwytu prowadzi Sigmę na czarną orbitę albo D1. Nie wiem jak to opisać, to jej odejście od dłoni i lot… Jak sobie wcześniej czytałem te producenckie opisy Sigmy, z tym naukowym, matematycznym i fizycznym i jeszcze jakimś innym podejściem do projektowania i jakimiś teoriami to jakoś tak dziwnie było, ale biliw mi – coś w tym jest… Pewnie, że nie mam ochoty popadać w 'nad-euforię' nad tymi dzidami, ale gdybym tylko przykładał się do treningu…;) Te 23g latają mi pewniej niż niejedne 25-tki. Tylko ten krótki grip…;/ Na niechlujność rzutu wynikającą z braków treningowych nie ma rady, ale są faktycznie niesamowicie zaprojektowane… Pewna, wytrenowana ręka, chwytająca dzidę "Hamiltonem" czy "Taylorem", czy innym nie-ołówkiem, lubiąca nawet grubszą barelkę, powinna polubić grip (i lotkę) od razu. Pewna ręka, chwytająca inaczej, ale stabilnie, lubiąca pogrubione miejsce chwytu, ale i gładkie części bareli – polubi podobnie. Niestety, ze względu na ten krótki grip nie weszły na stałe do mojego menu, może szkoda…? Nie umiem tym rzucać, ale to super-dzida!:) Jakby to ująć bardziej przekonywująco…. Może tak:  przy dobrej technice to niezwykła broń!:) Ale uwaga, Kujaki początkujący: na razie sobie odpuśćcie Sigmy, bo może być wiele złości…:)
I potem przyleciały do mnie Super XL PRO (też 23g), tak z ciekawości. Jakie różnice? – w detalach. Budowa bareli identyczna – w kształcie ogólnym. Szaft magnezowy, ale już nie slikstik, grot krótszy – 25mm (w zestawie również wkręcane grippery), ale za to grip drobniejszy, czyli trzyma  mocniej (jak dla mnie). To znaczy, że 'wystające' części gripa, te między frezami (pustkami), są węższe niż w XL PRO. Ilość części 'wystających' gripa taka sama: 14. Ale grip tak samo długi (a raczej krótki). Krótki – długi – o co chodzi? No, długość części frezowanej dla Sigmy to raptem 22mm. Tyle mam miejsca dla paluchów, by każdy z nich 'łapał' gripa. Próbowałem też przesuwać środkowy palec na gładki nos grota, ale jakoś wtedy traciłem 'wątpliwą pewność' uchwytu.


                                                              XL PRO      XL Super PRO
(bardzo mało widoczne na zdjęciu różnice w szerokości 'wypustek' gripu; w ręce wyczuwalne dużo bardziej)
 
Zobaczę, co nowego pokażą mi nowe, karbonowe, Sigmy 25g (link A180Darts), które już powinny niedługo przylecieć. Zgodnie z fotką (jakże mogę się pomylić…) mają dłuższy grip – na czym bardzo mi zależy. Pewnie oryginalne, karbonowe szafty zostaną w etui i przesiądę się na Cosmo, ale spróbuję oryginalesami, z tymi malutkimi piórami, kilka rund rzucić.
Aha -  tak, na pół-legalnie, jeżeli chodzi o 23 i 25g - plastikowe groty 2BA też doskonale odnajdują się w gwincie, miast stalowych… ;)

Dzisiaj, to już bez treningu...

Kłuj duch!!


poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Nowy Anderson...

W mordeczkę, momentalnie wyszły (z A180Darts) nowe Andersony!!!...
Nie sprawdzam w innych sklepach, ale to jest dla mnie lekkim zaskoczeniem. Owszem, kawałek micro-gripu i skalopka, ale, że aż tak??!! Nie będę robił ankiety, ale stawiam 4:1 (browar/50g), że nabywcy (i zwolennicy dotychczasowych lotek Gary'ego) chyba będą zawiedzeni lekko...
Proszę naszych nabywców tego produktu o opis w komentarzu i zabranie tych dzid na najbliższy turniej rankingowy POD (celem wiadomo czego). Na Lubniewice pewnie nie dojdą i tak, choć chciałbym się mylić.
Kłuj duch!!

niedziela, 22 lipca 2012

Pocztówka z "wakacji" (czyli coś o przenośnym stojaczku)

No i utknąłem na kilka(naście?) dni na jakiejś budowie, na jakimś zadupiu pod Koninem, w bardzo przyjemnym pensjonacie „Marianna”. Gospodarze sympatyczni, sieć bezprzewodowa, pies wyje w nocy, pokoik fajny – czysto, skromnie acz wystarczająco, TV, łazienka samodzielna, kuchnia wyposażona - na dole, palenie w kiblu (z okienkiem), tanio – 30z/dobę, sklep blisko, cisza (w przerwach koncertu psiego) i spokój i delikatne odgłosy kłucia w sizal. No, bo zabrałem ze sobą, taki sympatyćny stojaczek do tarczy:
 zestaw podróżny

Bo kiedyś sobie przeglądałem (w mordeczkę: po zalaniu laptoka drinkiem, przez Gieca, przy jakimś lotkowanio-gitarowaniu na 11.p., klawisz „L” stał się bardzo oporny i trzeba go dość mocno motywować…) filmiki Neila Birkina (alias "Double 16") i w jednym pokazywał, jak to sobie zrobić statywik dla tarczy. Do wykorzystania przy libacjach w plenerze, treningu w domu – gdy wolnej ściany brak, na wyjazdach turniejowych, no i na wyjazdach na budowy, plus dodatkowe – niestandardowe – okazje.
Lekko sobie to zmodyfikowałem i wprowadziłem odbojniki podłogowe do drzwi (które zapewniają stabilność tarczy bez dodatkowych papierowych podkładek) oraz zrezygnowałem z górnego płaskownika – ciężar tarczy zdecydowanie pozwala na to, bo lotka rzucana np. w „topa” nie jest w stanie jej wychylić. Cała impreza kosztowała około 140zł brutto z przesyłką statywu (kupiony kiedyś na Allegro, np. coś w ten deseń), jakimiś dodatkowymi wkrętami, odbojnikami i pochłonęła około 3 godziny – z obmyślaniem, zakupami i wykonaniem. Szczegóły konstr. poniżej:
Widok z tarczą - od tylca. Dolny odbojnik mocowany do dodatkowej, zakupionej w Casto, obejmie; oryginalnie była za luźna, ale jakiś papierek dał radę:)

 Widok z boku - dość ważne odbojniki utrzymujące tarcze w płaszczyźnie pionowej (no, prawie...:) ); to wyraźnie widoczne odchylenie to urok fotografowania z bliska


 Tak wygląda mocowanie typowej blaszki (dystans uzyskany przez docięcie "dybli" do odpowiedniej długości


 Jeszcze raz blaszka z bliska z widocznymi, przyciętymi "dyblami"


Blaszka z przodu


Mocowanie blaszki - widok z góry. Ten motylek jest "firmowy" i służy do mocowania poprzeczki. Poprzeczka wymagała przewiercenia jej wiertłem do metalu - dla zamocowania blaszki w "oryginalnym rozstawie otworów


 Odbojniki w pełnej krasie (dolny jest nieco "zestrugany", by jego powierzchnia zgrywała się w jednej płaszczyźnie z płaszczyzną odbojników zamocowanych na poprzeczce)

 
Oczywiście, jest to konstrukcja, która lekko się buja przy rzutach i wyciąganiu dzid, ale nie przeszkadza to, gdy mam świadomość lekkiej prowizorki. W zestawie zawsze też mam jakąś taśmę stalową (samemu łatwiej jest ustawić wysokość i odległość; parciana nie będzie tak pomocna. Kiedyś też woziłem sznurek o odpowiedniej długości 2,934m – do wyznaczenia oche, ale się zgubił). Do pociągu bym tego nie zabrał - razem z tarczą to ponad 10kg, ale w bagażniku nie zajmuje dużo miejsca - nawet gdy jedzie się z bagażami 5 osób na kilkudniówkę w Polskę.
Fajny pomysł miał Birkin. A mój statyw podróżował to tu, to tam; ekipa poznańsko-policka testowała go przez kilka dni nad jeziorkiem, kilka tygodni postał też u kolegi, który ma problem z wolną ścianą, no i teraz towarzyszy mi w „ciężkich” przygotowaniach do MP :) A, że lekka nuda dzisiaj (za to jutro emocje i w gminie i z generalnym :( ), to sobie tak napisałem.

A teraz sfiksuję kolejnego drinolka i nieco pokłuję porą obiadową.
Kłuj duch!

p.s. 1) urocze miejsce, w którym jestem to pensjonat Marianna w Grąblinie, skąd do Konina jest około 12km, do Lichenia – dla fanatyków – około 4km. Blisko jezioro Pątnowskie. Na terenie pensjonatu bardzo dobrze zorganizowane miejsca do grillowania, posiedzenia itp. Gospodarz – emerytowany i doświadczony leśniczy i łowczy, zawsze ma ciekawe opowieści, jest bardzo przyjazny i pomocny.
p.s. 2) owszem, sailorripley-u i reszto ekipy konińskiej - gdy starczy czasu, to zajadę do „Megawatu” na małe sparringi – o ile sizalek jakiś wisi na ścianie, ew. zapraszam Koninian na partyjkę do siebie – posiedzę jeszcze do końca tygodnia :)

poniedziałek, 2 lipca 2012

Barney Army (czyli wiadomo, o co chodzi)

Pierwsze Barney'e zakupiłem tak z półtora roku temu, a może i prędzej. Były to Phase II (nie ma obecnie na DC fotki, ale moje były całe srebrne). Pierwszy i kilka następnych rzutów oka na fotkę w A180Darts nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Ot dość gruba dzida z jakimś wątpliwym gripem. No i dopiero gdy zadałem sobie trudu i zerknąłem na zoomowane fotki na Darts Cornerze postanowiłem je nabyć. Po prostu "z daleka" nie widziałem tego boskiego micro-gripu, którym obdarowali te Fazy inżyniery z Unicorna. Waga 25g nie robiła na mnie negatywnego wrażenia, więc po tygodniu miałem je w łapie. Bardzo fajne uczucie. Ten grip wydaje się prawie "kleić" do palców. Zero poślizgu – najostrzejszy grip jakim grałem do tej pory. Bardzo dobrze, że jest na całej długości bareli, a nie tylko – jak czasami bywa, tylko w części. Do tego idealnie prosto (wtedy) mi latały (skuteczność turniejowa oczywiście na moim poziomie, czyli lipna, ale to inna para kaloszy). Były bardzo dobrze wyważone i bardzo dobrze pasowały do mojego ołówka. Wymieniłem sobie tylko groty, bo podejrzewałem, że tarcza będzie ostro porezana oryginalnie zakładanymi, gripperami. Kłułem nimi jakieś 2-3 miesiące. Przy okazji - na PO 2011 w grupie miałem tego młodziaka, Knopfa, z Berlina, który miał również Barneveldy II (i już od razu dostał za to plusa). Siłą rzeczy skierowałem ku niemu swą sympatię po tym, jak w piękny sposób wyeliminował mnie z dalszych rozgrywek. I nawet wyjął tytuł (o ile się nie mylę) w juniorach. Niestety, pamiętam też (to chyba jakiś cud!), że gdy grał na scenie, to coś tam do niego wykrzykiwałem… Sorry, Kevin…:) Naturalną tendencją drobniutkiego gripa jest jego podatność na uderzenia lotkami, zatem ślady zużycia były dość mocno widoczne. Ale nie wpłynęło to w najmniejszym stopniu na komfort trzymania, a żadne ślizganie się nie pojawiło. Tyle jest tych drobniutkich i ostrych frezów, że nie czuje się zużycia w ogóle. A jak mi się znowu zaczęło kombinowanie z lotkami (bo przecie nie usiedzę z jednym, choćby nie wiem jak dobrym dla mnie, kompletem, dłużej niż 2-3 miesiące), to odłożyłem je na szafkę i chwyciłem Perfect Storm. Niemniej jednak Barneveldy II były jednymi z najlepszych lotek, jakimi przyszło mi grać. Szczerze polecam kujakom, którzy lubią czuć kawał lotki w ręce i to zarówno jeżeli chodzi o wagę, długość jak i średnicę i którzy lubią mocno trzymający grip. Ostatnio przekonał się do nich Rochu P. i właśnie jemu sprzedałem ostatni z 2-ch kompletów Ph II. No i jak latają, Roszku? – dalej maksik za maksikiem?:)
A po jakiejś, fatalnej dla mnie, okręgówce szczecińskiej AD 2012, gdy zdesperowany szukałem wspomożenia w nie-wiem-czym, zamówiłem Barneye z Bullsa, 24g. Phantom grip, drobniutki i bardziej łagodny niż Unikornowski. Tylko część środkowa gładka, ze znaczkiem Bull's.  Długość taka sama, średnica nieco mniejsza (ale też czuć kawał mięcha w ręce). Są leciuteńko poszerzane w kierunku grotu. Niestety, ręka nie chciała się dać przekonać, że to lekkie poszerzenie może w czymkolwiek pomóc, więc po kilkudziesięciu rundach trafiły na szafkę. Ale jeszcze ich nie sprzedaję, coś w nich jest. Polecam (w tej wadze) kujakom, którzy lubią lotkę konkretną, stosują uchwyt bardziej z tyłu, albo szeroki ołówek (bo jednak ta gładka część  środkowa nie daje fajnego oparcia dla kciuka) i lubią dość dyskretny, acz wyraźny, ale przy tym niezbyt "klejący" grip.
A, że lubię samego Barneya i jego dzidy, to spróbować trzeba było innego modelu z Unicorna, czyli Phase I. Takie tam, odwrócenie kolejności. Ze względu na to, że w części środkowej frezy są drobniejsze, ale i płytsze niż na końcach, to w tej części grip przypomina bardziej model Bull's. Ale tylko w tej części. W pozostałej trzyma tak mocno jak Faza II. I to jest praktycznie, cała różnica jeżeli chodzi o te 2 modele (Phase I testowałem w wadze też 25g). Jeżeli chodzi o performance, to praktycznie tak jak II – bez zarzutu, o ile uda mi się wykonać poprawny zamach i precyzyjnie złapać lotkę, choć teraz preferuję nieco cieńsze średnice na kciuku i środkowym – co mam w Thornach. Konkretna dzida dla konkretnego dartera. Pewnie będzie niedługo jakaś wyprz tak Ph I jak i Ph II, bo wchodzi Ph III, na którą ostrzę sobie… gładkie groty. Zalecam - zainteresowanym - bycie czujnym.

                                                         24g by Bull's  -  25g by Unicorn

Niestety, nie jestem w stanie zrobić fotki pokazującej oba micro-grip po testowaniu…;/

Wszystkie opisane Barneye, jako lotki z wyższej półki cenowej, przychodzą wraz z fajnym etui. Unicorn daje skórkowane portfele, zaś Bull's eleganckie, sztywne pudełeczko, które wymaga, niestety, rozkręcenia całej lotki. Ale za to można się dodatkowo skupić przy uzbrajaniu dzidy przed ważnym meczem:)

Dziś trening z Andrew H. Ostatnio złupił mnie okrutnie, ale coś tam, coś tam, forma jakby zwyżkuje...:)

wtorek, 26 czerwca 2012

Armageddon's coming soon... (czyli kieszeń będzie pusta...)

Wow!  W sierpniu będzie masakryczna ofensywa Unicorna na moją kieszeń i wyobraźnię...Choć na to drugie - już teraz :)
Kasę trzeba składać na nowe Sigmy Super Pro Carbon (!szczególnie) i Barneveldy III, spróbować nowego, nietypowego, Andersona i, może w końcu, tak z ciekawości - Hamiltona, a wszystko to rzucić w nową Eclipse HD...:) Na razie czekam na wymiary dzid z A180Darts, ale już się mnie te nowe loteczki kręcą:) Gdyby jeszcze Cullen i Monk byli nieco ciężsi...
Przerwali mecz Kubota, to sobie jeszcze coś na spokoju ukłuję. Wcześniejszy, krótki trening z Tigerem (zaczynającym kolejny powrót do treningów) w miarę udany: tylko 2:3 (BO5) w zad (a wczoraj 1:4) i prawie (!) 22 na lotkę :) ...masssakra...

piątek, 22 czerwca 2012

"Patatajanie na Jednorożcu" (czyli co nieco o moich Unicornach)


No, nie powiem, kilka tych Unicorn'ów (zwanych dalej U) przetestowałem, część już opędzlowałem, a jednymi gram obecnie. Były i Puristy i Fazy 5, Grippery I, Controle 5 i Thorny, Bezzegi i Newtony, Sigma Pro i T95, Dan Read i Core, no i oczywiście, Barneveldy Faza 2 i obecne i może o czymś jeszcze zapomniałem. Pewnie, kilka z nich to dla mnie nieloty, ale nie tylko o latanie chodzi w moich lotkach :)… Co by nie napisać, to już od pierwszego kupionego kompletu (Purist) podoba mi się jakość dzid U i ich design. Dzisiaj o trzech barelach.


                                             Thorne         -         T95        -   Core Tungsten

1. Na pierwszy ogień recenzji idą, rzucane od kwietnia do GP Koszalina, Gary Thorne. Loteczki występują w tylko jednej gramaturze - 25g. Zakupiłem pierwszy komplet jakoś tak we wrześniu-październiku 2011 i trochę nimi pokłułem. Spodobały mi się, więc wziąłem drugi komplet na zapas (nie wiadomo kiedy znów zachciało by mi się trafić w podłogę…), po czym kupiłem coś innego, więc trafiły na szafkę. A gdy wiosną br. bardzo spadła mi siła rzutu, to ponownie spodobały mi się za to, że:
- kształt bareli jest prawie idealny do mojego chwytu (idealnego jeszcze chyba nikt nie stworzył :) ), a rzucam "szerokim" ołówkiem słabo chwytając lotkę. Delikatne zgrubienie (i jednocześnie część bez frezów) wypada w środku bareli i na nim jest środek ciężkości. Idealnie mi to pasuje, bo kciuk trzymam na frezowanej części tylnej, a palec środkowy na frezowanej przedniej. Części gładkiej prawie nie czuję i nie wpływa na ślizganie wskazującego, bo opiera się on na frezach tuż przed gładką. Chyba nie przepadam (obecnie) za zbyt grubymi lotkami, ale to pogrubienie jest na tyle krótkie, że nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, ponieważ…
- pogrubienie w środku powoduje, że Thorny lecą prosto przy moim słabym rzucie. Ostatnimi czasy wszystkie moje długie i proste dzidy mają tendencję do dużego "bujania" się w locie i krzywego wbijania, a Thorny tylko wtedy, gdy rzucę niechlujnie. Zresztą, taki prosty i pewny lot dotyczy pozostałych lotek, które mam lub miałem, z nierównomiernie rozłożoną masą (Faza 5, Sigma Pro - szczególnie, Priestley, Walshie, Montgomery, Thompson, Gripper, D'art 9, Scotty Burnett, Control, Bottlesen-marchewy-nieloty, Bezzeg), ale na razie, w miarę, radziłem sobie właśnie z Thornami,
- grip, mimo tego, że wygląda dość niewinnie, naprawdę dobrze trzyma paluchy; frezowanie w U jest bardzo dokładne, krawędzie frezów są "ostre" i nie tępią się zbyt szybko,
- zwężenie bareli przy grocie daje fajne (dla mnie) ułożenie palca środkowego i może on przylegać większą powierzchnią do bareli dla mojej lepszej kontroli,
- dość spora masa jest odpowiednia dla mojej siły wyrzutu,
- i więcej zalet mi nie potrzeba.
Trudno powiedzieć, czy jeszcze kiedyś nimi porzucam - bo oczywiście zacząłem kombinowanie z innymi dzidami... Do MP jeszcze kawałek czasu i może jakoś wzmocnię rzut, bo bazowanie tylko na parametrach lotki nie do końca mnie przekonuje. W każdym razie od kilku dni rzucam sobie…

2.  …T95 (23g)
Ta lotka dość mocno przypomina mi średnicą i (nieco) gripem moje najwdzięczniejsze Peckery II. Ale jest sporo krótsza i ma aż 95% wolframu (przy podobnej wadze). Jest dostępna w różnej gramaturze, długości i średnicy. Przed Koszalinem nie za bardzo chciałem się przestawiać na nią (choć może trzeba było…) i rzuciłem tylko kilkadziesiąt rund, ale urzekły mnie: gripem, prostym lotem i celnością (sic!). Szkoda tylko, że często wypadały z tarczy (lżejsze o 2g od Thornów), a zwiększanie siły wyrzutu powodowało lekki spadek stabilności. Jest czas do Lubniewic, brak turniejów i spinki, to może siła przyjdzie jakoś tak, samoistnie…:)  Balans lotki bardzo dobry. Palce nie mają problemu z trzymaniem. Bardzo fajny sposób frezowania bareli (chodzi mi o te cieniutkie, wystające w dość dużych odstępach, ostre fragmenty). Po kłuciu kilkudniowym zarysowania bareli minimalne. No i wypadanie jakby rzadsze – siła wzrasta!! Bez szafta z piórem środek ciężkości w środku bareli. Po uzbrojeniu w zestaw Cosmo, środek przesuwa się na drugi szeroki frez do tyłu. Standardowe groty U, w których jestem zabujany. Jeżeli chodzi o mnie, to nie pogniewałbym się, gdyby to fajne frezowanie było również w tylnej części bareli – dla większej pewności. Ale z drugiej strony, nawet gładkie części w srebrnym tungstenie U przy 95% nie powodują u mnie dyskomfortu. Nie trzymam palca na grocie, ale osoby, które to lubią byłyby zadowolone, bo nos dzidy jest delikatnie zwężany (a w razie czego Trident dokończy dzieła). Loteczka w tej gramaturze prawdopodobnie przypadnie do gustu amatorom wąskich i niezbyt długich i niezbyt ciężkich bareli, chwytu ołówkowego i estetom:) A i cena bardzo przyjemna jak na 95%. Bardzo fajne i będą katowane.

Na koniec części I coś z niższej półki cenowej U. Bardzo przyzwoite i niedrogie lotki  80%- procentowe. Nie jest to moja waga (dostępne 21-27g nieparzyście) i sam nie pamiętam, kiedy do mnie przyleciały, ale jak remanent to remanent. Tak mi się wydaje, że widziałem je u Jokera – zwycięzcy z Kartuz i brązowego medalisty z Koszalina. Zatem latają wybornie (w dobrych rękach), więc chwyciłem je na kilkadziesiąt rund, ale nie mam dobrych rąk… Za to potrenowałem prostowniki grzbietu, bo lekkie i wylatają z tarczy…:) Dość długie, średnica "standardowa", przyjemne w chwycie, mimo, że grip raczej oszczędny. Ale jest frezowany na ostro, dużo wyraźniej niż w porównywalnych cenowo 80-tkach Flightmasterach z Red Dragona (a tym samym Designach, czy Nodorach, bo to jedna stajnia), lotki nie ślizgają się zbytnio, choć ja wolę wyraźniejsze i dłuższe odcinki frezowane. Uzbrojone w Gripper II medium i standardowe pióro U, mają środek ciężkości około 1-2mm za środkiem bareli. Gładki tungsten wydaje się nieco bardziej gładki niż w T95 czy Thornach. Dla mnie wykonanie bareli lepsze niż porównywalne, w/w Flightmastery, czy inaczej nazywane.

To tyle na razie, a gdyby nie to, że robota wzywa, to oczywiście ukłułbym coś w południowej sesji…

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Koła fortuny (...czyli co nieco o moich tarczach)


Pierwszego sizalka zakupiłem w roku, bodajże, 2000. Harrows, druciany, chyba za 100zł, z jakiegoś sklepiku w Szczecinie. I katowałem go przez prawie 2 lata plastikami, bo o steelu w Polsce jeszcze nie słyszeliśmy. Ot, na treningi między meczami Bulshootera czy ligi szczecińskiej w "anglika" – która jeszcze bardzo dobrze się wtedy kręciła. A po tych prawie 2-ch latach trafił do zimnej i wilgotnej piwnicy w domu rodzinnym, w Gorzowie, na kupę szmelcu (ale na tym jego/jej żywot się nie zakończył).
Pierwszą tarczą po moim powrocie do loteczek, po 9-ciu latach, był Ton Machine by Winmau. Klasyczny druciak na treningi plastikami między meczami Bulshootera. Tyłka sobie nie zawracałem kwestią: czy jest dobry, czy zły –  po prostu musiałem mieć tarczę w domu i wybrałem wariant ekonomiczny (jeszcze wtedy nie maniaczyłem ze sprzętem). Na plastiki był doskonały. Ale przyszedł czas na pierwszy komplet steel-lotek, stalowe okręgówki, stalowe treningi i zaczęła się jazda. Reboundy druciane w ilości wielkiej, mata ochronna na podłodze, a w końcu – pozdejmowane druty. Na tarczy bez pająka rozegraliśmy nawet jakieś 2-3 turnieje na Klemensa (sektory bonusowe były rozpatrywane uznaniowo przez obie strony), aż w końcu tarcza powędrowała do kolegi na działkę. Pamiętam, że mimo wszystko sizal ładnie się zachowywał, nie było większych wybrzuszeń, ani dużych dziur.
Potem był poturniejowy Focus. Rewelka. Zmasakrowana przeze mnie. Każdy uwielbia Focusa i zna jego zalety, więc się nie rozwodzę.
Gdy nadszedł jego kres i oddałem komuś tę tarczę, padło na Bladą 3-kę. Towar, jak dla mnie,  przereklamowany biorąc pod uwagę to, co już było w tym samym czasie dostępne na rynku. Grubaśny (choć trójkątny) pająk i szybkie zużycie sizalu. Zresztą, z 4-ką nie było dużo lepiej. Niby cieńszy pająk, ale wyraźnie (miejscami) odstający od sizalu, w dalszym ciągu bull gruby, a i sizal dość słaby (dziury i pęcznienie - albo raczej "wychodzenie" sizalu w najbardziej eksploatowanych sektorach; oczywiście, tarcza była obracana). Odbić dużo od pająka i sizalu (ale też i lekkie lotki w tym okresie 22-23g). Wożę go teraz (właśnie, czemu go wożę, mam inne przecie…) w bagażniku wraz ze stojakiem, na awaryjne sytuacje wyjazdowe. Obie Bladzinki nie przekonały mnie zbytnio.
Popadłszy w maniactwo sprzętowe postanowiłem wypróbować Advantage II by Bull's. Ogólnie, tarcza prezentuje się bardzo dobrze, bo i kolory sektorów fajne (tarcza bardzo jasna), najcieńszy, jaki znam - pająk, sizal dość mocno upakowany, DBull centralnie ale widać niedociągnięcia w łączeniu blaszek pająka (malutki minus). Po kilkunastu rundach widać już, zresztą pierwsze wygięcia tego cieniuśkiego pająka: sizal jest rozpychany grotem i działa na blaszki wyginając je na zewnątrz "obleganego" sektora (jest to tylko wygięcie, blaszki nie wychodzą z sizalu, absolutnie). Widać to delikatnie na zdjęciu.


Gdy "spadła" mi siła rzutu (za cholerę nie wiem, skąd mi się to bierze), miałem bardzo dużo odbić od tarczy. Gdy lotce udało już się wbić w tarczę, to grot penetrował ją na niewiele ponad 3-5mm. Miałem bardzo dużo lotek, które – po wbiciu w tarczę – przechylały się w dół i spadały na podłogę. Nie uważam tego za wadę tarczy, tylko stwierdzam, że moje słabe (siłowo) rzuty na nią nie za bardzo się nadawały. A dodatkowo waliłem wtedy zazwyczaj Peckerami (22,5g), czyli dość lekkimi dzidami. Większych uszkodzeń wizualnych (dziury, czy wybrzuszenia) nie stwierdziłem. "Przerobiłem" dwie sztuki Advantage II i uważam ją za bardzo dobrą i trwałą tarczę. Fotka pokazuje (na nieco większym zoomie) katowany fragment tarczy (a wszystkie już były katowane) po około 4 miesiącach rzucania.



 Przy okazji zawiesiłem jeszcze na ścianie, tuż obok, Bull's  Trainer'a. Poza mniejszą szerokością pól D i T, a także napisami na samej tarczy nie różni się niczym innym od klasycznego Adv. II. Od czasu do czasu potrenuję sobie na niej. Fajnie jest, po takim treningu, "przesiąść się" na normalną tarczę… Dable i triple wydają się tak ogromne, że nic, tylko je kłuć…:)  Gdyby nie wiatrówka i śrut przy jakiejś imprezie poza-darterskiej, pewnie by wyglądała lepiej, ale i tak jest fajna. fotka z fragmentem "przestrzelonym" (w lewym górnym rogu) i najbardziej skatowanym sektorem poniżej.


 
Nim żywot drugiego Advantaża II dobiegł końca, zakupiłem Target Pro Tour (wersja przed sygnowaniem przez A. Lewis'a, brana w promocji z A180Darts). To, co widać na zdjęciach poniżej, to tarcza po 3 dniach użytkowania (po około 1,5 godz., dziennie; 2 razy obracana).








Nówka nawet ładnie wygląda (ale nie tak fajnie jak Adv II – wg mnie): wyraźnie widoczne żyłki na granicach kolejnych "paczek" sizalu, sizal bardzo równy, dość kolory żywe, sektory równe, blaszki pająka nie za grube, bull centrycznie, sizal wygląda solidnie, brak większych niedoróbek produkcyjnych. No, ale mija kilkadziesiąt rund i zaczynam zauważać "wady ukryte":) (joke). Plastik z opakowania paczek sizalu zaczyna wyłazić z tarczy, a dziury po grotach są wyraźne i głębokie. Sizal w tej tarczy upakowany średnio mocno (słabiej niż w Bull's), odbić brak (ale rzucam już 25g Gary Thorne i dzida z większym impetem wpada w tarczę, stąd nie za bardzo można porównać to z odbiciami z Bull's-a przy rzutach Peckerami). Grot penetruje na kilkanaście milimetrów, ale nie dochodzi do płyty tylnej tarczy. Tarcza fajna, ale dość delikatna.
Dojechała do mnie też niedawno Eclipse Pro Unicorna i Target-prawie nówka wskoczył do pudełka. Jest to już ostatnia tarcza na liście, którą chciałem przetestować. Wizualnie najładniejsza (albo na równi z Bulls'em) ze wszystkich opisanych. Fajne, żywe kolory, sizal bez większych wybrzuszeń czy wklęśnięć, blaszki pająka równiusieńkie, bull centralnie. Wrażenie solidności konkretne. No, ale to tylko image – nie najważniejszy dla kujaków. Sizal upakowany wyraźnie słabiej niż w Bullsach. Pierwsze lotki powodują przyspieszenie pulsu, bo wchodzą jak w ciepłe masełko. Fajowsko. Blaszki pająka chyba nieco grubsze niż w Byku, ale w trakcie 4 dni rzucania ilość odbić od nich niezauważalna. Może 2-3 razy. Ciężkie Thorny spokojnie wbijają się swobodnie, nie ma odbić i sizal trzyma solidnie groty. Wziąłem lżejsze lotki do łapy i podobnie – penetrują głęboko. Zauważyłem jednak, że niektóre miejsca w sektorach (szczególnie jasnych) są jak gdyby "mniej gęste": lotka rzucona z podobną siłą dobija aż do płyty, co wyraźnie słychać - taka ciekawostka. Jednak luźniejszy sizal sprawia, że dość wyraźne są dziury po dzidach. Aby nie zmasakrować za bardzo sektorów obracam ją codziennie. Zdjęcie pokazuje tarczę po 4 dniach łupanki (po około 1,5 godz. dziennie). Może nie super-trwała tarcza, ale dla mnie fajna.






Zrobiłem sobie taki teścik "penetracyjny": z jednakowej wysokości zrzucałem lotki (Thorny, 25g) na Targeta, Bull'sa i Unicorna. I wbijały się (w tej samej kolejności) na  (ok.)13 – 10 – 16mm. Wynika z tego, że najtwardszym (i najtrwalszym, pod czym się podpisuję) jest Bull'sik, zaś Pro Tour'a i Eclipse Pro docenią przede wszystkim amatorzy lekkich lotek i niezbyt mocnego rzutu. Fakt, że nieco szybciej się zużyją, no, ale coś za coś… Prawda też jest taka, że oprócz mnie nie znam nikogo, kto by miał taką ilość odbić od twardych Byków i tak słaby rzut…:) Druga prawda jest taka, że nigdy raczej nie wiadomo na 100%, na jaką tarczę spotkamy na turnieju…
Dodam jeszcze, że:
-   delikatne spryskiwanie tarcz przyrządem stosowanym powszechnie przy prasowaniu, pozwalało mi tak na redukcję ilości odbić na Bull's-ie, jak i na lepsze trzymanie grotu przez sizal. Ale to żadna nowina …chyba… W każdym razie nie stwierdziłem, by zabieg ten wpływał negatywnie na trwałość tarczy, o czym czytałem tu i ówdzie. Każda tarcza moja poddawana jest takiemu zabiegowi 1-3 razy dziennie,
-        pająk najbardziej wystaje z tarczy w Unicornie, a najmniej w Bull'sie,
-        przy wbijaniu w tarczę Bull's jest najgłośniejszy, a najcichszy Unicorn (przy ścianach G-K i treningach wieczorno-nocnych z pokojem dzieciaków/sypialnią z żoną za ścianą - może to mieć znaczenie).



 A co ze stareńkim Harrowsem? Jakieś 2,5 roku temu braciak powiesił go w tej wilgotnej i chłodnej piwnicy w Gorzowie i muszę stwierdzić, że na lepszym sizalu nie grałem:) (pomijam aspekt drutów). Pociemniał, może nawet lekko zaczyna gdzieś tam podgniwać, cała masa ciemnych punktów po grotach, ale jakie masełko! Jakie trzymanie! Jaki brak wybrzuszeń czy wystających kłaków! Jest boski i zawsze z przyjemnością kłuję tę tarczę, bo i dźwięk wbijania jakiś taki soczysty i przyjemny:) Fakt, że tarcza ta ogrywana jest dużo rzadziej niż domowe - szczecińskie; kłuję tam może raz na 3 miesiące czasami sam, czasami z kimś, ale mimo wszystko, tarcza ta przeszła już sporo dużo wcześniej.

To tyle, nadeszła pora by coś ukłuć w sesji wieczornej :)