wtorek, 26 czerwca 2012

Armageddon's coming soon... (czyli kieszeń będzie pusta...)

Wow!  W sierpniu będzie masakryczna ofensywa Unicorna na moją kieszeń i wyobraźnię...Choć na to drugie - już teraz :)
Kasę trzeba składać na nowe Sigmy Super Pro Carbon (!szczególnie) i Barneveldy III, spróbować nowego, nietypowego, Andersona i, może w końcu, tak z ciekawości - Hamiltona, a wszystko to rzucić w nową Eclipse HD...:) Na razie czekam na wymiary dzid z A180Darts, ale już się mnie te nowe loteczki kręcą:) Gdyby jeszcze Cullen i Monk byli nieco ciężsi...
Przerwali mecz Kubota, to sobie jeszcze coś na spokoju ukłuję. Wcześniejszy, krótki trening z Tigerem (zaczynającym kolejny powrót do treningów) w miarę udany: tylko 2:3 (BO5) w zad (a wczoraj 1:4) i prawie (!) 22 na lotkę :) ...masssakra...

piątek, 22 czerwca 2012

"Patatajanie na Jednorożcu" (czyli co nieco o moich Unicornach)


No, nie powiem, kilka tych Unicorn'ów (zwanych dalej U) przetestowałem, część już opędzlowałem, a jednymi gram obecnie. Były i Puristy i Fazy 5, Grippery I, Controle 5 i Thorny, Bezzegi i Newtony, Sigma Pro i T95, Dan Read i Core, no i oczywiście, Barneveldy Faza 2 i obecne i może o czymś jeszcze zapomniałem. Pewnie, kilka z nich to dla mnie nieloty, ale nie tylko o latanie chodzi w moich lotkach :)… Co by nie napisać, to już od pierwszego kupionego kompletu (Purist) podoba mi się jakość dzid U i ich design. Dzisiaj o trzech barelach.


                                             Thorne         -         T95        -   Core Tungsten

1. Na pierwszy ogień recenzji idą, rzucane od kwietnia do GP Koszalina, Gary Thorne. Loteczki występują w tylko jednej gramaturze - 25g. Zakupiłem pierwszy komplet jakoś tak we wrześniu-październiku 2011 i trochę nimi pokłułem. Spodobały mi się, więc wziąłem drugi komplet na zapas (nie wiadomo kiedy znów zachciało by mi się trafić w podłogę…), po czym kupiłem coś innego, więc trafiły na szafkę. A gdy wiosną br. bardzo spadła mi siła rzutu, to ponownie spodobały mi się za to, że:
- kształt bareli jest prawie idealny do mojego chwytu (idealnego jeszcze chyba nikt nie stworzył :) ), a rzucam "szerokim" ołówkiem słabo chwytając lotkę. Delikatne zgrubienie (i jednocześnie część bez frezów) wypada w środku bareli i na nim jest środek ciężkości. Idealnie mi to pasuje, bo kciuk trzymam na frezowanej części tylnej, a palec środkowy na frezowanej przedniej. Części gładkiej prawie nie czuję i nie wpływa na ślizganie wskazującego, bo opiera się on na frezach tuż przed gładką. Chyba nie przepadam (obecnie) za zbyt grubymi lotkami, ale to pogrubienie jest na tyle krótkie, że nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, ponieważ…
- pogrubienie w środku powoduje, że Thorny lecą prosto przy moim słabym rzucie. Ostatnimi czasy wszystkie moje długie i proste dzidy mają tendencję do dużego "bujania" się w locie i krzywego wbijania, a Thorny tylko wtedy, gdy rzucę niechlujnie. Zresztą, taki prosty i pewny lot dotyczy pozostałych lotek, które mam lub miałem, z nierównomiernie rozłożoną masą (Faza 5, Sigma Pro - szczególnie, Priestley, Walshie, Montgomery, Thompson, Gripper, D'art 9, Scotty Burnett, Control, Bottlesen-marchewy-nieloty, Bezzeg), ale na razie, w miarę, radziłem sobie właśnie z Thornami,
- grip, mimo tego, że wygląda dość niewinnie, naprawdę dobrze trzyma paluchy; frezowanie w U jest bardzo dokładne, krawędzie frezów są "ostre" i nie tępią się zbyt szybko,
- zwężenie bareli przy grocie daje fajne (dla mnie) ułożenie palca środkowego i może on przylegać większą powierzchnią do bareli dla mojej lepszej kontroli,
- dość spora masa jest odpowiednia dla mojej siły wyrzutu,
- i więcej zalet mi nie potrzeba.
Trudno powiedzieć, czy jeszcze kiedyś nimi porzucam - bo oczywiście zacząłem kombinowanie z innymi dzidami... Do MP jeszcze kawałek czasu i może jakoś wzmocnię rzut, bo bazowanie tylko na parametrach lotki nie do końca mnie przekonuje. W każdym razie od kilku dni rzucam sobie…

2.  …T95 (23g)
Ta lotka dość mocno przypomina mi średnicą i (nieco) gripem moje najwdzięczniejsze Peckery II. Ale jest sporo krótsza i ma aż 95% wolframu (przy podobnej wadze). Jest dostępna w różnej gramaturze, długości i średnicy. Przed Koszalinem nie za bardzo chciałem się przestawiać na nią (choć może trzeba było…) i rzuciłem tylko kilkadziesiąt rund, ale urzekły mnie: gripem, prostym lotem i celnością (sic!). Szkoda tylko, że często wypadały z tarczy (lżejsze o 2g od Thornów), a zwiększanie siły wyrzutu powodowało lekki spadek stabilności. Jest czas do Lubniewic, brak turniejów i spinki, to może siła przyjdzie jakoś tak, samoistnie…:)  Balans lotki bardzo dobry. Palce nie mają problemu z trzymaniem. Bardzo fajny sposób frezowania bareli (chodzi mi o te cieniutkie, wystające w dość dużych odstępach, ostre fragmenty). Po kłuciu kilkudniowym zarysowania bareli minimalne. No i wypadanie jakby rzadsze – siła wzrasta!! Bez szafta z piórem środek ciężkości w środku bareli. Po uzbrojeniu w zestaw Cosmo, środek przesuwa się na drugi szeroki frez do tyłu. Standardowe groty U, w których jestem zabujany. Jeżeli chodzi o mnie, to nie pogniewałbym się, gdyby to fajne frezowanie było również w tylnej części bareli – dla większej pewności. Ale z drugiej strony, nawet gładkie części w srebrnym tungstenie U przy 95% nie powodują u mnie dyskomfortu. Nie trzymam palca na grocie, ale osoby, które to lubią byłyby zadowolone, bo nos dzidy jest delikatnie zwężany (a w razie czego Trident dokończy dzieła). Loteczka w tej gramaturze prawdopodobnie przypadnie do gustu amatorom wąskich i niezbyt długich i niezbyt ciężkich bareli, chwytu ołówkowego i estetom:) A i cena bardzo przyjemna jak na 95%. Bardzo fajne i będą katowane.

Na koniec części I coś z niższej półki cenowej U. Bardzo przyzwoite i niedrogie lotki  80%- procentowe. Nie jest to moja waga (dostępne 21-27g nieparzyście) i sam nie pamiętam, kiedy do mnie przyleciały, ale jak remanent to remanent. Tak mi się wydaje, że widziałem je u Jokera – zwycięzcy z Kartuz i brązowego medalisty z Koszalina. Zatem latają wybornie (w dobrych rękach), więc chwyciłem je na kilkadziesiąt rund, ale nie mam dobrych rąk… Za to potrenowałem prostowniki grzbietu, bo lekkie i wylatają z tarczy…:) Dość długie, średnica "standardowa", przyjemne w chwycie, mimo, że grip raczej oszczędny. Ale jest frezowany na ostro, dużo wyraźniej niż w porównywalnych cenowo 80-tkach Flightmasterach z Red Dragona (a tym samym Designach, czy Nodorach, bo to jedna stajnia), lotki nie ślizgają się zbytnio, choć ja wolę wyraźniejsze i dłuższe odcinki frezowane. Uzbrojone w Gripper II medium i standardowe pióro U, mają środek ciężkości około 1-2mm za środkiem bareli. Gładki tungsten wydaje się nieco bardziej gładki niż w T95 czy Thornach. Dla mnie wykonanie bareli lepsze niż porównywalne, w/w Flightmastery, czy inaczej nazywane.

To tyle na razie, a gdyby nie to, że robota wzywa, to oczywiście ukłułbym coś w południowej sesji…

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Koła fortuny (...czyli co nieco o moich tarczach)


Pierwszego sizalka zakupiłem w roku, bodajże, 2000. Harrows, druciany, chyba za 100zł, z jakiegoś sklepiku w Szczecinie. I katowałem go przez prawie 2 lata plastikami, bo o steelu w Polsce jeszcze nie słyszeliśmy. Ot, na treningi między meczami Bulshootera czy ligi szczecińskiej w "anglika" – która jeszcze bardzo dobrze się wtedy kręciła. A po tych prawie 2-ch latach trafił do zimnej i wilgotnej piwnicy w domu rodzinnym, w Gorzowie, na kupę szmelcu (ale na tym jego/jej żywot się nie zakończył).
Pierwszą tarczą po moim powrocie do loteczek, po 9-ciu latach, był Ton Machine by Winmau. Klasyczny druciak na treningi plastikami między meczami Bulshootera. Tyłka sobie nie zawracałem kwestią: czy jest dobry, czy zły –  po prostu musiałem mieć tarczę w domu i wybrałem wariant ekonomiczny (jeszcze wtedy nie maniaczyłem ze sprzętem). Na plastiki był doskonały. Ale przyszedł czas na pierwszy komplet steel-lotek, stalowe okręgówki, stalowe treningi i zaczęła się jazda. Reboundy druciane w ilości wielkiej, mata ochronna na podłodze, a w końcu – pozdejmowane druty. Na tarczy bez pająka rozegraliśmy nawet jakieś 2-3 turnieje na Klemensa (sektory bonusowe były rozpatrywane uznaniowo przez obie strony), aż w końcu tarcza powędrowała do kolegi na działkę. Pamiętam, że mimo wszystko sizal ładnie się zachowywał, nie było większych wybrzuszeń, ani dużych dziur.
Potem był poturniejowy Focus. Rewelka. Zmasakrowana przeze mnie. Każdy uwielbia Focusa i zna jego zalety, więc się nie rozwodzę.
Gdy nadszedł jego kres i oddałem komuś tę tarczę, padło na Bladą 3-kę. Towar, jak dla mnie,  przereklamowany biorąc pod uwagę to, co już było w tym samym czasie dostępne na rynku. Grubaśny (choć trójkątny) pająk i szybkie zużycie sizalu. Zresztą, z 4-ką nie było dużo lepiej. Niby cieńszy pająk, ale wyraźnie (miejscami) odstający od sizalu, w dalszym ciągu bull gruby, a i sizal dość słaby (dziury i pęcznienie - albo raczej "wychodzenie" sizalu w najbardziej eksploatowanych sektorach; oczywiście, tarcza była obracana). Odbić dużo od pająka i sizalu (ale też i lekkie lotki w tym okresie 22-23g). Wożę go teraz (właśnie, czemu go wożę, mam inne przecie…) w bagażniku wraz ze stojakiem, na awaryjne sytuacje wyjazdowe. Obie Bladzinki nie przekonały mnie zbytnio.
Popadłszy w maniactwo sprzętowe postanowiłem wypróbować Advantage II by Bull's. Ogólnie, tarcza prezentuje się bardzo dobrze, bo i kolory sektorów fajne (tarcza bardzo jasna), najcieńszy, jaki znam - pająk, sizal dość mocno upakowany, DBull centralnie ale widać niedociągnięcia w łączeniu blaszek pająka (malutki minus). Po kilkunastu rundach widać już, zresztą pierwsze wygięcia tego cieniuśkiego pająka: sizal jest rozpychany grotem i działa na blaszki wyginając je na zewnątrz "obleganego" sektora (jest to tylko wygięcie, blaszki nie wychodzą z sizalu, absolutnie). Widać to delikatnie na zdjęciu.


Gdy "spadła" mi siła rzutu (za cholerę nie wiem, skąd mi się to bierze), miałem bardzo dużo odbić od tarczy. Gdy lotce udało już się wbić w tarczę, to grot penetrował ją na niewiele ponad 3-5mm. Miałem bardzo dużo lotek, które – po wbiciu w tarczę – przechylały się w dół i spadały na podłogę. Nie uważam tego za wadę tarczy, tylko stwierdzam, że moje słabe (siłowo) rzuty na nią nie za bardzo się nadawały. A dodatkowo waliłem wtedy zazwyczaj Peckerami (22,5g), czyli dość lekkimi dzidami. Większych uszkodzeń wizualnych (dziury, czy wybrzuszenia) nie stwierdziłem. "Przerobiłem" dwie sztuki Advantage II i uważam ją za bardzo dobrą i trwałą tarczę. Fotka pokazuje (na nieco większym zoomie) katowany fragment tarczy (a wszystkie już były katowane) po około 4 miesiącach rzucania.



 Przy okazji zawiesiłem jeszcze na ścianie, tuż obok, Bull's  Trainer'a. Poza mniejszą szerokością pól D i T, a także napisami na samej tarczy nie różni się niczym innym od klasycznego Adv. II. Od czasu do czasu potrenuję sobie na niej. Fajnie jest, po takim treningu, "przesiąść się" na normalną tarczę… Dable i triple wydają się tak ogromne, że nic, tylko je kłuć…:)  Gdyby nie wiatrówka i śrut przy jakiejś imprezie poza-darterskiej, pewnie by wyglądała lepiej, ale i tak jest fajna. fotka z fragmentem "przestrzelonym" (w lewym górnym rogu) i najbardziej skatowanym sektorem poniżej.


 
Nim żywot drugiego Advantaża II dobiegł końca, zakupiłem Target Pro Tour (wersja przed sygnowaniem przez A. Lewis'a, brana w promocji z A180Darts). To, co widać na zdjęciach poniżej, to tarcza po 3 dniach użytkowania (po około 1,5 godz., dziennie; 2 razy obracana).








Nówka nawet ładnie wygląda (ale nie tak fajnie jak Adv II – wg mnie): wyraźnie widoczne żyłki na granicach kolejnych "paczek" sizalu, sizal bardzo równy, dość kolory żywe, sektory równe, blaszki pająka nie za grube, bull centrycznie, sizal wygląda solidnie, brak większych niedoróbek produkcyjnych. No, ale mija kilkadziesiąt rund i zaczynam zauważać "wady ukryte":) (joke). Plastik z opakowania paczek sizalu zaczyna wyłazić z tarczy, a dziury po grotach są wyraźne i głębokie. Sizal w tej tarczy upakowany średnio mocno (słabiej niż w Bull's), odbić brak (ale rzucam już 25g Gary Thorne i dzida z większym impetem wpada w tarczę, stąd nie za bardzo można porównać to z odbiciami z Bull's-a przy rzutach Peckerami). Grot penetruje na kilkanaście milimetrów, ale nie dochodzi do płyty tylnej tarczy. Tarcza fajna, ale dość delikatna.
Dojechała do mnie też niedawno Eclipse Pro Unicorna i Target-prawie nówka wskoczył do pudełka. Jest to już ostatnia tarcza na liście, którą chciałem przetestować. Wizualnie najładniejsza (albo na równi z Bulls'em) ze wszystkich opisanych. Fajne, żywe kolory, sizal bez większych wybrzuszeń czy wklęśnięć, blaszki pająka równiusieńkie, bull centralnie. Wrażenie solidności konkretne. No, ale to tylko image – nie najważniejszy dla kujaków. Sizal upakowany wyraźnie słabiej niż w Bullsach. Pierwsze lotki powodują przyspieszenie pulsu, bo wchodzą jak w ciepłe masełko. Fajowsko. Blaszki pająka chyba nieco grubsze niż w Byku, ale w trakcie 4 dni rzucania ilość odbić od nich niezauważalna. Może 2-3 razy. Ciężkie Thorny spokojnie wbijają się swobodnie, nie ma odbić i sizal trzyma solidnie groty. Wziąłem lżejsze lotki do łapy i podobnie – penetrują głęboko. Zauważyłem jednak, że niektóre miejsca w sektorach (szczególnie jasnych) są jak gdyby "mniej gęste": lotka rzucona z podobną siłą dobija aż do płyty, co wyraźnie słychać - taka ciekawostka. Jednak luźniejszy sizal sprawia, że dość wyraźne są dziury po dzidach. Aby nie zmasakrować za bardzo sektorów obracam ją codziennie. Zdjęcie pokazuje tarczę po 4 dniach łupanki (po około 1,5 godz. dziennie). Może nie super-trwała tarcza, ale dla mnie fajna.






Zrobiłem sobie taki teścik "penetracyjny": z jednakowej wysokości zrzucałem lotki (Thorny, 25g) na Targeta, Bull'sa i Unicorna. I wbijały się (w tej samej kolejności) na  (ok.)13 – 10 – 16mm. Wynika z tego, że najtwardszym (i najtrwalszym, pod czym się podpisuję) jest Bull'sik, zaś Pro Tour'a i Eclipse Pro docenią przede wszystkim amatorzy lekkich lotek i niezbyt mocnego rzutu. Fakt, że nieco szybciej się zużyją, no, ale coś za coś… Prawda też jest taka, że oprócz mnie nie znam nikogo, kto by miał taką ilość odbić od twardych Byków i tak słaby rzut…:) Druga prawda jest taka, że nigdy raczej nie wiadomo na 100%, na jaką tarczę spotkamy na turnieju…
Dodam jeszcze, że:
-   delikatne spryskiwanie tarcz przyrządem stosowanym powszechnie przy prasowaniu, pozwalało mi tak na redukcję ilości odbić na Bull's-ie, jak i na lepsze trzymanie grotu przez sizal. Ale to żadna nowina …chyba… W każdym razie nie stwierdziłem, by zabieg ten wpływał negatywnie na trwałość tarczy, o czym czytałem tu i ówdzie. Każda tarcza moja poddawana jest takiemu zabiegowi 1-3 razy dziennie,
-        pająk najbardziej wystaje z tarczy w Unicornie, a najmniej w Bull'sie,
-        przy wbijaniu w tarczę Bull's jest najgłośniejszy, a najcichszy Unicorn (przy ścianach G-K i treningach wieczorno-nocnych z pokojem dzieciaków/sypialnią z żoną za ścianą - może to mieć znaczenie).



 A co ze stareńkim Harrowsem? Jakieś 2,5 roku temu braciak powiesił go w tej wilgotnej i chłodnej piwnicy w Gorzowie i muszę stwierdzić, że na lepszym sizalu nie grałem:) (pomijam aspekt drutów). Pociemniał, może nawet lekko zaczyna gdzieś tam podgniwać, cała masa ciemnych punktów po grotach, ale jakie masełko! Jakie trzymanie! Jaki brak wybrzuszeń czy wystających kłaków! Jest boski i zawsze z przyjemnością kłuję tę tarczę, bo i dźwięk wbijania jakiś taki soczysty i przyjemny:) Fakt, że tarcza ta ogrywana jest dużo rzadziej niż domowe - szczecińskie; kłuję tam może raz na 3 miesiące czasami sam, czasami z kimś, ale mimo wszystko, tarcza ta przeszła już sporo dużo wcześniej.

To tyle, nadeszła pora by coś ukłuć w sesji wieczornej :)

środa, 25 kwietnia 2012

Tylko spokój może nas uratować...

A często, jak już stoję pod tą tarczą, jak nie idzie/idzie, jak już staram się skupić/jestem skupiony i, jak już nawet przypomniałem sobie sekwencję końcówki to.... "SSSSPOKÓJ!!!"
No, FakTycznie - przypominam sobie - tylko jego potrzebuję - wujka/cioci Dobra Rada za plecami... No i dostaję ten "SSSPOKÓJ"  w różnych tonacjach i odcieniach: 'sssspokój' tajemniczy, 'sssspokój' otwarcie, 'ssspokój' konspiracyjnie i sssssłodki 'sssspokój', 'ssspokój' flauty i piorunowy, a także (najgorszy) "ssspokój" olewczy, 'ssspokój' przysłówkowo i orzeczeniowo, dowolne kombinacje ssssyczące....
Ale, moment, ja przecież wujka/cioci nie zapraszałem na turniej! Skąd się tu wzięliście?? No dobra, niech będzie, że wpadliście na kieliszeczek i w dobrej wierze kibicowania podeszliście pod tarczę... Jak tak - to buziaki i flakon będą później, a teraz proszę o ciszę!
OK, gramy zazwyczaj w hałasie (do finału bezszmerowego jeszcze nie doszedłem), więc niby on sam rozprasza. Ale rozprasza stale i bezkierunkowo, przyzwyczajam się do niego i tyle. OK 2: nie każdy mecz jest grą "o wszystko", poziomy napięcia są różne - nie zawsze skupiam się na maksa i nie zawsze to sssyczenie mi przeszkadza. Ale jasny szlag mnie trafia, gdy nabuzowany i wkur...ony walczę o wyjście z grupy, ostatni leg, końcówka na liczniku i się zaczyna ussspokajanie. To nie działa... Zresztą - o jakim spokoju może być tu mowa? Chyba nie wierzymy w to, co mówimy...? Proszę: jeżeli chodzi o doping werbalny, to wolę "kaman!-owanie" czy "dawaj!-owanie", ale nie 'sssss......'
A teraz już spokój...:)
Albo inna beczka: przyruchy i nieproszone gadanie markerów... Może z czasem mi się zmieni, ale wydaje mi się, że teraz dość dobrze widzę, gdzie wbiła się moja lotka. Ale czasami proszę markera o potwierdzenie. I chciałbym, żeby takie "potwierdzanie na pytanie" było jedynym, co słyszę z jego ust. ...oprócz "game shot!" gdy pierwszy kończę, oczywiście :) Do końca 78, dzida w T18 (widzę, że zasiadła) i przy automatycznym ruchu i celowaniu w D12 odzywa się głośno ten czy ów: "24 do końca", czym mnie delikatnie wnerwia i rozprasza. I już nieważne, czy skończę, czy nie, ale nie mam ochoty na potwierdzanie mojego oka rozpraszaniem. Gdy nie wiem - pytam. Gdy wiem - nie pytam i tyle (często zwracam uwagę na to w trakcie meczu markerowi i obserwuję poprawę) A gdy nie zapytam i źle zinterpretuję lotkę i się zamotam/przerżnę lega - to już gapa i mój problem. A jak już taki jestem nadwrażliwy, że przeszkadza mi (nie)wiele, to w zbiorze tym znajduje się również bujanie i wychylanie się markera w trakcie rundy, by obczaić, gdzie to ta pierwsza czy druga lotka poleciały... Punkt widzenia zależy od miejsca stania i często - mimo, że ma bliżej - marker nie widzi tak dobrze miejsca wbicia lotki, jak darter (kąt, zasłanianie lotki przez lotkę, itp.). No i się zaczyna bujać, wypatrując czy jest T5 czy T20 i, licząc chyba na lotkę w skroń, wychyla się i skutecznie wybija mnie z rytmu rundy. Poczekaj, markerze albo na trzecią lotkę (i wtedy się gibnij i policz), albo na pytanie dartera; nie jest ważny - dla Ciebie - wynik częściowy rundy po 1. albo 2. lotce, gdy nie jesteś pytany:) No pewnie, często takie rzeczy robi się odruchowo, ale od czego jest praca nad samym sobą?:)
Dobra, koniec marudzenia, trzeba nieco pokłuć z rana...
Przylecieli do mnie Newtony 22g, ale to, jak dla mnie, nieloty - jednak za lekkie, choć bardzo ładne:) Zatem dzisiaj znowu Peckery uzbrojone w nieco cięższe sliksticki Unicorna, aluminiowo-plastikowe, albo Nandor Bezzeg 23g - coś w nich jest. I tym sposobem znowu się rozsypię treningowo przed Krakowem, ale nic to, przecie nie jadę tam (wy)grać...:)
kłuj duch!

Aha, nowe szafty Cosmo Fit Shaft GEAR weszły na rynek 21.04. Te to są, dopiero, niezniszczalne madafaki...




środa, 4 kwietnia 2012

Cracki i Huzary (czyli znowu co nieco o Cosmo)

Znowu o Cosmo....:)
Poopowiadałem już, że dostałem od Cosmo Darts nieco sprzętu do sprawdzenia i podzielenia się wrażeniami (z nimi i z naszymi kujakami), toteż od czasu do czasu - w miarę postępowania uszkodzeń i sprawdzania nowych pozycji - coś tam, będę skrobał. I nie będą to tylko moje obserwacje, ponieważ komplecik Delt i szaftów inb. L dostał też Tiger na próbę i poprosiłem go o wrażenia.
Tak się składa, że od jakiegoś czasu używam szaftów inbetween. W Cosmo oznaczane są symbolem L (28mm). Sprawdziłem dwa typy: Fit Locked type oraz Fit Spinning type. O tych pierwszych już pisałem, ale dodam, że od czasu mojego pierwszego wpisu na forum i przy ciągłym katowaniu, dalej zachowują się jak nowe a wyglądają jak prawie nowe. Niezniszczalne madafaki...A do tego nie zmieniło się nic w trzymaniu pióra. Z pewną rezerwą podszedłem do sprawdzenia spinningów (w sumie, to dostałem je pomimo wykazanej niechęci ludziom z Cosmo do tego typu szaftów; ale testy to testy:) ). No i super wrażenia... Dość dawno temu kilka razy ukłułem spinningami innego typu i zniechęciłem się tym, bardzo wyraźnym, drżeniem na końcu lotki (przenoszonym na barel i palce) w momencie celowania, zamachu i wyrzutu. I uznałem je za "nie dla mnie", nawet gdy w grę wchodziła "oszczędność" piórek. A przy szafcie spinning od Cosmo czegoś takiego nie odczuwam - pióro nie drga przy zamachu i wyrzucie. Przyczyną tego jest sposób zaprojektowania tego typu układu: nie ma obracającej się bardzo luźno końcówki szafta, w którą wetknięte jest pióro (którego płetwy przydają momentu obrotowego tej końcówce przy najmniejszym ruchu), a samo pióro (sprawdzałem i Air'y i normalne) jest bardzo lekkie i nie obraca się tak swobodnie i szybko i nie wytwarza takich drgań. To też ma wytłumaczenie, wg mnie: obracająca końcówka z wetkniętym na sztywno piórem jest o wiele cięższa niż samo, obracające się na trzpieniu, lekkie jak piórko - pióro:) Mniejsza, obracająca się, masa wytworzy mniej drgań i tyle:) Zatem - przy celowaniu i wyrzucie takie same wrażenia jak przy szafcie Locked type. Ale już w locie... normalnie - husaria!!:) Bardzo sympatyczny dla ucha dźwięk obracającego się i terkoczącego o trzpień szafta, pióra. Jakoś tak skojarzyło mi się z szarżą pod Wiedniem (choć nie widziałem jej na własne oczy i nie słyszałem na własne uszy) A jak mi lata loteczka ze spinningiem? - bardzo zacnie. Wydaje mi się, że ma większy speed niż przy Locked type, leci niższą parabolą i lotka mocniej się wbija (nie wiem, na czym to polega). Kurde, przy ostatnim treningu (tak, tak - tym notowanym) zrobiłem życiówkę w średnich, tonach i kończących... A może to tylko taki dzień był dobry?... No, ale uwaga, straszna rzecz: w ciągu kilku dni grania spinningami wypadło mi piórko aż 3 razy!!! No, ale jakoś to przełknąłem (te 3 razy nie spowodują wszak znacznego spadku obwodu mego brzucha) i wytłumaczyłem tym, że jednak trzymanie pióra jest nieco słabsze niż przy Lockach - bo tylko na odcinku (krótkim) zgrubienia wewnątrz pióra, a nie - tak jak w Lockach - również poprzez tarcie na pobocznicy trzpienia (w Lockach ta  końcówka trzpienia jest nieco grubsza). Przez cały czas kłułem treningowo piórami typu standard. No i zanosi się na to, że troszkę dłużej nimi pogram, tymi spinningami. No i tyle o huzarach. 
A co o crackach? Tutaj mam na myśli pęknięcia piór, które zaobserwowałem. I dodam, że tylko przy używaniu szaftów Locked type. Na fotce widać (nie)dokładnie, że występują tylko na dolnej krawędzi płetw, praktycznie w identycznym miejscu i mają podobny przebieg.
Mam swoją teorię, ale na razie nie zaprezentuję...:) W każdym razie takie same zniszczenia są dla mnie interesujące:) Pozostałe krawędzie piór wykazują mniejsze - niż przy piórach, które do czasu nadejścia Cosmo stosowałem - zużycie i ubytki. Nie spodziewałem się tego, szczególnie, po cieniutkich Air'ach. Tak wyglądają moje Air'y (na spinningach), którymi trenuję od czasu (włącznie z turniejem) PO 2012:

W międzyczasie sprawdziłem jeszce szafty Locked i Spinning type w wersji normal. Pomijając image wolę slimy. Normal'e są nieco cięższe, sztywne i jakoś tak, nie za bardzo mi loteczka lata:) Pewnie to tylko "psychologia" ?:):) No i, oczywiście, sprawdziłem tez pióra standard, te grubsze. Sztywne mocno (tak jak w opisywanych wcześniej, Deltach), ale nie podeszły mi chyba zbytnio, bo lotka płycej się wbija i leci większym lobem (jest wolniejsza - jak dla mnie). Mam jeszcze pióra typu Rocket Inside (trzeba przewinąć w dół strony). Chyba też mnie nie przekonają, bo podobnie: słabo się lotka wbija i lot jakiś taki "niepewny".
Nie testuję opisywanych typów po wiele godzin - po prostu, po normalnym rzucaniu moim ulubionym zestawem, zmieniam a to szaft, a to pióro i i macham kilkanaście razy. Stąd, mogę zaobserwować szybko zmiany w locie, wbiciu i wypadaniu lotek:). Na razie nie pograłem jeszcze tylko szaftami długości medium.

A teraz kilka słów od innego testera - Tigera, który kłuje zestawem z szaftami Inbetween L Locked Type Normal i piórami Delta (cytowane dosłownie za zgodą testera Tigera):
"·         inna trajektoria lotu. Lotka leci bardziej płasko niż przy zastosowaniu piór standardowych,
·         szafty bardzo dobrze trzymają pióro, ani razu pióro nie spadło z szafta,
·         szafty są bardzo dobrze wkręcone w lotki (Target Perfect Storm), we wcześniej używanych  szaftach zdarzało mi się dość często, że szafty się rozkręcały, w Cosmo takie zjawisko nie występuje,
·         wydaje się, że lotka leci szybciej,
·         lotki płycej wchodzą w sizal,
·         wg mojej opinii lotki lecę precyzyjniej,
·         bo dłuższym (kilkugodzinnym rzucaniu) zauważyłem większe skupienie wyrzucanych lotek. Zestaw testowany był podczas Polish Open i Police Masters 2012, i to właśnie 2 dnia turnieju osiągane były najlepsze rezultaty i czułem lepszą kontrolę nad lotkami,
·         pióra są odporne na zniszczenia, małe ślady zużycia jak na 3 dni intensywnego grania (przyp. Bronka: niestety - dla polskiego darta, Tiger nie trenuje zbytnio w domu, stąd tak mała ilość dni gry)
·         wbudowane protektory na piórach dobrze się spisują bardzo mało jest odbitych lotek od piór,
·         można zaobserwować zjawisko wciągania lotek, mam na myśli takie zdarzenie, że gdy 1 lotka jest wbita w tarczy to rzucenie kolejnej w ten sam rejon powoduje wbicie grota w bardzo bliskiej odległości od lotki tkwiącej już w sizalu" (przyp. Bronka: "wciąganie" - Tiger jest lepszy ode mnie!!!:) ).

Szkoda wielka, że sprzęt ten jest taki drogi...Choć, jakby popatrzyć na szafty, to tylko wymiana piór (i to też niezbyt częsta) wchodzi raczej w grę...

Dobra, ja tu gadu gadu, a potrenować nieco z rana też trza:)
Kłuj duch!




czwartek, 22 marca 2012

Wygodne buciki na PO

Króciutko i lecę do Polic.
Przedwczoraj nabyłem takie buciki z osobistym przeznaczeniem do darta. Zakup baaaardzo udany: bardzo elastyczne, lekkie, wygodne, fajna podeszwa i wyściółka. Przełaziłem w nich w sumie około 12 godzin po chacie, rzucając i nie tyko - celem testu - i jest lux. Jeżeli ktoś jeszcze szuka nowych kapci przed PO i pod ręką ma odpowiedni sklep, to szczerze polecam:).
Temczasem

środa, 21 marca 2012

Matko bosko dartersko...(czyli emocje i Chizzy's)

...za dwa dni turniej...!!!
I co? i d... blada...
Pominę to, że mało wchodzi tonów, ale masakra ze skupieniem, z grupowaniem... Wydaje się człowiekowi, że rzuca każdą lotkę w T20 tak samo, ale lotkom wydaje się inaczej... I kombinuję, i zmieniam barel co 50 rund, i zmieniam lekko uchwyt i lipa... Koniec końców, zostaję przy Peckerach, ale blado widzę siebie w grupie; nic nowego... Potem jeszcze tylko złe emocje przy tarczy i 70pkt. (czy ileś tam) do rankingu - bez walki. Najbardziej wkurzy mnie, gdy odpadnę po zajeniefajnej, słabej grze...

Wielkie emocje (i adrenalina) przy tarczy, ostatnio, niestety nie dotyczą mnie za bardzo (tzn. dotyczą, ale tylko gdy kłuję bardzo słabo - w takich sytuacjach to tylko takie tępe wkurzenie i beton i dramat...). Samo podejście do meczu na fajnym turnieju nie robi już na mnie takiego wrażenia jak kiedyś (kiedyś = ok. 2 lata nazad). No, bo koniec końców, gram z tarczą - tutaj nie muszę być silniejszy fizycznie od gościa z obwodem bicka 2xwiększym niż mój... Podchodzę zatem do spotkania spokojnie, nieważne z kim mam grać. I to nie tak, że jakoś olewczo nastawiam się do gry, tylko staram się myśleć, że to tylko kolejny mecz, kolejny leg, kolejna runda, których w ub. tygodniu walnąłem grube dziesiątki (oczywiście, gdy gram w turnieju lokalnym, czy sparuję, to mam odczucia nieco inne, może nawet zbyt luźne...). Staram się skupić tylko na lotce i ramieniu i, jak tylko się da, wyłączyć z odbioru sygnałów płynących z otoczenia (muza, hałas, okrzyki przy tarczy obok, itp.). Jeżeli dzidy latają fajnie, to OK (nawet, gdy rywal jest dużo lepszy i gładko wygrywa - są poziomy i POZIOMY). Już się trochę postarałem, by nie za bardzo werbalnie dawać upust nerwom po spieprzonej rundzie, zatem duszę złe emocje w sobie - co, przynajmniej, nie za bardzo psuje atmosferę przy tarczy:) Nietrafiane dable, czy wystawki, powodują dużo złych emocji, z którymi nie za bardzo daję sobie radę. Zazwyczaj skupienie 'wzmacniam' gapieniem się na pióra i układaniem ich w palcach w określony sposób, nie patrząc nawet na to, co rzuca przeciwnik. A zresztą, nie za bardzo patrzę na to, co rzuca, nawet gdy idzie mi dobrze. Każdy ma jakiś sposób koncentracji, a mój jest właśnie taki. Ale, gdy idzie naprawdę źle, to już niewiele pomaga i zła energia wzrasta o jakieś 2MJ a koncentracja pryska... W takich sytuacjach, do ognia mojego wkur...nia dolewają oliwy znajomi, którzy myślą, że pomogą w czymkolwiek pokrzykując: "spokój-spokojnie" albo: "teraz!!!"... To w niczym mi nie pomaga (i o jakim tu spokoju można mówić, gdy we mnie buzuje na maksa!!!?), a wręcz - przeszkadza...I już jestem ugotowany. A najgorzej jest, gdy tracę wiarę w zwycięstwo w legu (przy mojej obiektywnie beznadziejnej grze) - tu już nie ma szans...

No dobra, pomarudziłem co moje, więc kilka słów o Chisnall'ach, które zawitały do mnie jakiś tydzień temu:). Na fotce z A180Darts wyglądają na nieco jaśniejsze i bardziej błyszczące (chodzi o "złotą" część barela; w rzeczywistości jest ciemniejsza i bardziej  matowa). Ale są naprawdę śliczne, a samo wykonanie bardzo dokładne. Grip może się wydawać na niezbyt mocny (i taki mi się wydawał), ale to złudzenie. Krawędzie nacięć nie są w najmniejszym stopniu łagodne - są bardzo wyraźnie zaznaczone, powiedziałbym, "na ostro" gdyby nie to, że są frezowane pod kątem prostym:) Przypomina mi to nieco frezowanie w Unicornach (które jest dla mnie po prostu ideałem; nie mam na myśli żadnego micro gripa czy purista - po prostu proste frezy), albo w Lloydach (Pure darts) Targeta. Czyli tak, że widzę na fotce niby nieznaczący frez i wyobrażam sobie słabe trzymanie na nim, ale w ręce okazuje się to prawie żyletą. Do tego dodam, że i tungsten srebrny i złoty tytan dają (w gładkich fragmentach) bardzo fajną przyczepność paluszkom, co spotkałem tylko w Sigmie Unicorna. Środek ciężkości położony w środku barela (bez szafta). Grot długości 28mm. Mimo tego, że nie trzymam palców na grocie, to faktycznie prawdą jest to, co piszą na stronie: jest niezła przyczepność palca do grota. Nie rzucałem nimi długo, bo przed PO nie za bardzo chciałem (jeszcze bardziej) kombinować, ale przed Krakowem na pewno poświęcę im cały dzień albo dwa.

To tyle pisaniny; walnę jeszcze kilka setów z kompem, a jutro rano do Polic - na ciężkie prace fizyczne:) ...byle tylko nie uszkodzić prawej dłoni...:) - Chociaż, w moim przypadku, niewiele by to, pewnie, zmieniło:)